piątek, 8 kwietnia 2016

Tam gdzie śpiewają drzewa (recenzja)

  • Tłumaczenie: Karolina Jaszecka
  • Tytuł oryginału: Donde los árboles cantan
  • Data wydania: 27 lutego 2013
  • Autorka: Laura Gallego Garcia

 Viana jedyna córka księcia z Rocagrís wraz z nadejściem wiosny planuje swój ślub z ukochanym Robianem z Castelmar, któremu przyrzeczona została jeszcze gdy byli dziećmi. Jednak podczas święta zimowego przesilenia na zamek przybywa Wlik, rycerz z gór, aby ostrzec króla Nortii o zbliżającej się inwazji stepowych barbarzyńców. Robian, książę, jak i pozostali rycerze, zmuszeni są bronić swojego króla i ziem. Większość z nich ginie w walce i królestwo zostaje podbite przez barbarzyńców. Pozostałymi przy życiu rebelianci wraz z Vianą postanawiają uwolnić królestwo Nortii spod panowania okrutnego i pozornie nieśmiertelnego króla Haraka. Aby zwyciężyć, muszą poznać tajemnicę Wielkiego Lasu i dotrzeć tam, gdzie śpiewają drzewa... Wzruszająca i niezwykle wciągająca historia o miłości i pokonywaniu przeszkód.

źródło opisu: Wydawnictwo Dreams, 2013

" Lepiej być martwym bohaterem, niż żywym zdrajcą"

Książka zwróciła moją uwagę przede wszystkim piękną okładką i poetyckim tytułem. W końcu trzeba przyznać, że od strony wizualnej książka prezentuje się przepięknie. Motywy roślinny ujęte w bajecznej kolorystyce, kontrast ledwo widoczny pomiędzy prawą i lewą stroną okładki i ta tajemnicza blond włosa dziewczyna w centrum. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, no i ten tytuł... "Tam gdzie śpiewają drzewa" ... idealnie pasował by do wiersza pełnego obrazów natury i słodkich rozmyślam nad filozoficznymi problemami lub po prostu rozkoszowania się pięknem, którego na co dzień nie dostrzegamy. To najważniejszy powód dla którego ta książka trafiłam w moje ręce rozbudzając nadziej na prawdziwą ucztę literacką. 


 "Mówię o miłości - wyszeptała. - Kiedy kogoś kochasz, czujesz coś tutaj - dodała, kładąc dłoń na sercu Uriego. - Tak mocno, że wydaje ci się, że nie możesz oddychać. Tak intensywnie, że pragniesz zawsze być z tą osobą i nigdy więcej nie chcesz się z nią rozstać."


Sama książka już niestety nie jest tak genialna jak tytuł ale posiada kilka interesujących wątków.
Pierwszy i najlepszy: Rozterki moralne, bo co jest ważniejsze honor czy bezpieczeństwo bliskich ? 
Drugi jednak bardziej bliski mojemu w ciąż jednak świeżemu sercu: Młodzieńczy bunt, okres w życiu kiedy człowiek wie wszystko najlepiej, chce zmienić świat i ma dostatecznie dużo energii i zapału by to zrobić jednak niestety za mało rozumu.  (Idealnie się z tym opisem utożsamiam :p) 
No najmniej interesujący wątek z mojego punktu siedzenia: Miłość i romans. Najchętniej ominęła bym go szerokim łukiem jednak to jeden z głównych wątków, więc nie wolno mi (bo zapewne większe grono do których serc może trafić ta książka, właśnie ten wątek będzie interesował najbardziej). Miłość jest przedstawiona naprawdę bardzo słodko. Pięknie rozkwitające uczucie pomiędzy dwojgiem młodych osób o wspólnym celu. Można też tu się doszukiwać przedstawienia różnic miedzy prawdziwą miłością, a zwykłym zauroczeniem. 
Na koniec coś co zwykle się pomija, a mianowicie tło wydarzeń. Bardzo mi się podobało i choć nie jest zbyt oryginalny to moim skromnym zdaniem piękno natury powinno być wałkowane do upadłego pod rożnymi kontami. Jest tego warte. Koniec końców idealna harmonia oraz siła natury od zawsze zadziwiała i inspirowała ludzi.


"Teraz sama musisz zdecydować (...) czy będziesz dalej słuchaczem, czy wprost przeciwnie, wyruszysz na poszukiwanie własnej historii."

Teraz czas przejść do mniej przyjemnych rzeczy.  Jednym z głównych grzechów tej historii była główna bohaterka. Niekiedy jej lekkomyślność irytowała, (czyt. prawie zawsze), a sama Viana wydawała się płytką i głupia dziewuchą. (Czyli coś z serii moich subiektywnych odczuć). Robin o którym też mogę wspomnieć, bo występuje we wstępniaku też jest strasznie irytującą postacią, takie nie widomi co mu właściwe siedzi tej pustej głowie. Choć nie wszystkie postacie są znowu aż tak bardzo spartolone jest kilka naprawdę ciekawych drugoplanowych (dokładnie dwie, ewentualnie trzy) , które przykuły moja uwagę i ich obecność poprawiła ogólny wizerunek książki chociaż trochę pod względem charaktery bohaterów. (Choćby piastunka kto czytał ten wie jaka była sprytna.) 


 "-Powinnaś była zabić tego zdrajcę - mruknął Wilk. - Skoro miałaś już okazję zbliżyć swój sztylet tak blisko, mogłaś mu przy okazji uciąć...
-Nie musisz być aż tak dosadny - przerwała mu.
-Cóż, nie sądzę, żeby mu ich rzeczywiście zbytnio brakowało - mówił dalej Wilk. - W końcu już je stracił w dniu najazdu barbarzyńców."


Podsumowując pomysł na książkę i fabułę był bardzo ciekawy, jednak jak dla mnie ujęty zbyt płytko i delikatnie. Może po prostu jestem wielbicielką ostrych scen do tego stopnia, że już coraz mniej mnie ruszają pewne rzeczy. (Powinno tu być więcej krwi) To już pozostawiam waszej ocenie. Po za tym warto by było dodać trochę inteligencji niektórym bohaterom. Serio brakuje mi tu logicznej psychologi postaci. Jednak książka jest warta uwagi bo wciąga (jak ja siedzę nad czymś po nocach to to musi być wciągające) i jest lekką lekturą na długie wieczory, kiedy nie chce nam się uczyć, ani robić nic innego mniej lub bardziej konstruktywnego. 


Lolli Beatrice
 

niedziela, 13 grudnia 2015

Gildia magów Trudi Canavan

Recenzja



tłumaczenie
Agnieszka Fulińska


tytuł oryginału
The Black Magician Trilogy: The Magicians' Guild


data wydania




"Co roku magowie z Imardinu gromadzą się, by oczyścić ulice z włóczęgów, uliczników i żebraków. Mistrzowie magicznych dyscyplin są przekonani, że nikt nie zdoła im się przeciwstawić, ich tarcza ochronna nie jest jednak tak nieprzenikniona jak im się wydaje. Kiedy bowiem tłum bezdomnych opuszcza miasto, młoda dziewczyna, wściekła na traktowanie jej rodziny i przyjaciół, ciska w tarczę kamieniem - wkładając w cios całą swoją złość. Ku zaskoczeniu wszystkich świadków kamień przenika przez barierę i ogłusza jednego z magów. Coś takiego jest nie do pomyślenia. Oto spełnił się najgorszy sen Gildii: w mieście przebywa nieszkolona magiczka. Trzeba ją znaleźć - i to szybko, zanim jej moc wyrwie się spod kontroli, niszcząc zarówno ją, jak i miasto" 
 źródło opisu: Galeria Książki, 2007

źródło okładki: http://galeriaksiazki.pl/ 



Książka została mi polecona przez mojego przyjaciela, fana fantastyki. Ogólnie ostrzegł mnie że pierwsza seria nie jest najlepszą, ale warto od niej zacząć by wiedzieć o co chodzi, więc po roku zbierania się w sobie sięgnęłam po tą książkę. W wakacje tak samotnie leżała na półce w bibliotece, więc nie mogłam jej tak zostawić, prawda ? 

 "Zadziałało. Złamałam barierę, ale to jest niemożliwe, chyba, że ...
Chyba, że użyłam magii."

Śledzimy historię dziewczyny o imieniu Sonea, której udaje się odkryć to jaka jest niezwykła. Posiada magiczną moc, która co najciekawsze uwolniła się sam. Od małego wypadku, który macie powyżej opisany zaczyna się gra o przetrwanie, a raczej zabawa w kotka i myszkę. Sądzę, że miała to być emocjonująca rozgrywka, której zadaniem było budowanie napięcia. "Miało być", bo jak na mój gust autorce to się nie udało. Było to tak przeciągane i tak przewidywalne, że aż nudne. Może wątki tej nieufności ludzi ze slamsów do członków Gildii były jasne i na pewno nie pozbawione racji psychologicznej jednak ja od początku wiedziałam jak to się skończy i już czekałam tylko aż stanie się coś czego w mniejszym lub większym stopniu można się było spodziewać. Książka rozkręca się dopiero pod koniec i robi ładny podkład pod drugą część, która mówiąc między nami jest dużo lepsza. 
"Szkoda byłoby nie spróbować. podpowiedział jej głos z głębi umysłu, no i mogę się dowiedzieć czegoś użytecznego."

Oczywiście książka nie jest pozbawiona plusów, choćby całe te "podziemie". Jego struktura organizacja i cała tajemniczość, jest bardzo dobrze napisana i tylko dzięki niemu dało się przetrwać do lepszej części akcji. Mozna powiedziec ze jest to bardzo realistyczny opis, właśnie tak można sobie wyobrażać mafie, choć mogło by się wydawać, że złodziej mają zdecydowanie większy honor do niektórych spraw.
Innym plusem jest to mieszanie kilku spojrzeń na rzeczywistość, ludzi wysoko urodzonych, członków bogatych rodów w tym również ludzie należący do Gildii, a przedstawicieli slamsów, czyli niższej warstwy społecznej, którzy wszyscy mają głęboko gdzieś. To występuje od zawsze, nie zależnie od świata, ram czasowych, kraju, czy mentalności. I każda ze stron barykady sądzi, że ma sto procent racji w swoich poczynaniach i nie dostrzega sytuacji strony drugiej, więc te dyskusje miedzy Soneą i magiem były bardzo ciekawe. Tym bardziej, że ludzie mają sporą tendencje do generalizowania i tkwienia w błędnych racjach bo nie mają ochoty czegoś przemyśleć czy o kilka rzeczy przekonać się na własnej skórze byle tylko nie burzyć swojej idealnej wizji świata. A tu niestety (albo stety) to zderzenie dwóch światów zostało poniekąd wymuszone. I ta 

 "Wskazał na nią, a spojrzenia pozostałych podążyły za jego gestem. Kiedy unieśli ręce, poczuła paniczny strach. [..] Zakręciło jej się w głowie, kiedy kilka rozbłysków oświetliło znajdujące się przed nią twarze; krzyki rozdarły powietrze."

Jest tu jeszcze oczywiście poboczny miłosny wątek miłosny, który jest tak dziecinny i beznadziejny, że zdecydowanie można było go sobie odpuścić. Choć niby pasuje do wieku bohaterki to zostało tak spłycone, zdecydowanie osoby starsze nie powinny opisywać młodzieńczej miłości, bo już nie są w stanie jej zrozumieć. Zdecydowanie było to irytujące. Choć z drugiej strony moja niechęć może brać się z tego, że jestem nieco uprzedzona do tego typu wątków, ale to pozostawiam do waszej oceny. 

 "Obiecaj, że jeśli nas złapią, będziesz udawał, że mnie nie znasz. Powiedz, że tak zrobisz. Ja... nie zniosłabym myśli, że zabili cię przeze mnie".

Na koniec zostawiłam sobie tytułową Gildię magów. Ogólnie można ją scharakteryzować jak zawód lekarza, zamknięty i tylko dla ludzi ze specjalnym uzdolnieniem, którzy chcą poświęcić swoje życie pomocy innym. Oczywiście zawsze znajdą się ci, którzy będą to robić dla prestiżu, pieniędzy lub bo rodzice tak chcieli, ale to też nie odbiega od przytoczonego porównania. 
Sama struktura jest dobrze zrobiona. Trzy klasy czarodziejów oznaczających się kolorem szat, mistrzowie danych klas i Wielki mistrz który nad wszystkim czuwa. Wszystko funkcjonuję jak najbardziej poprawnie choć nie jest to jakoś wyjątkowo wymyślna hierarchia. Choć czasem to co najprostsze okazuje się najlepsze. Jedyny ból jaki mam to fakt że pracują pod zwierzchnictwem króla, który martwi się tylko o własny tyłek i nie może przecież pozwolić na to by czarodzieje zbyt się panoszyli. Oczywiście nuta polityczna też jest tu wgrana, czy słusznie ? O tym można się przekonać w następnych częściach. 

" ...czasem istotne jest, komu się narazisz."

Ja na razie się z wami żegnam i mam nadzieje że trafi się jaszcze kilka chwil bym mogła napisać coś ciekawego na stronach tego bloga. Zapraszam wszystkich zabłąkanych wędrowców do komentowania i wyrażania swojej opinii i wytykania błędów. 

 Lolli Beatrice



Znaczkowa Liga

UWAGA POST ZAWIERA SPOILER
Obejrzenie 18 odcinka sezonu 5 zainspirowało mnie do stworzenia tego postu. Więc bez jego obejrzenia może zepsuć oglądanie.



Znaczkowa liga grupa trzech przyjaciółek z której każda reprezentuje inny gatunek kucyków. Głównym celem istnienia grupy jest odkrycie swoich znaczków czyli, mówiąc mniej symbolicznie, swojego specjalnego talentu. To sprawia, że źrebięta doskonale wiedzą jak ciężko jest odkryć swoje powołanie.



Apple Bloom - Kucyk ziemski. Mieszka na farmie i jest siostrą jednej z głównych bohaterek serialu Appel Jack z którą jest bardzo zrzyta. Idealny przykład wzorcowej siostrzanej miłości. Ma też brata silnego i małomównego Bick Machntosza. Ogólnie pochodzi z największej rodziny w całym serialu w której większość z nich (jak nie wszyscy) mają w swoich znaczkach jabłko lub inny owoc. Większość swojego czasu spędza pomagając na farmie. Dlatego też przewidywano że jej znaczek będzie miał coś wspólnego z jabłkiem a specjalny talent z sadem jabłkowym. Jednak tylko pierwsza z tych rzeczy okazała się być prawdą.



Sweetie Belle- Jednorożec. Również jest siostrą jednej z głównych bohaterek Rarity. Jednak w przeciwieństwie do swojej siostry nie radzi sobie z igłą. Jej relacje z siostrą są nieco burzliwe z powodu wiele różnic miedzy nimi jednak mimo wszystko się kochają i nauczył się akceptować swoje odmienne charaktery (odciek "Siostrzany sojusz"). Sweeti całe życie stara się dorównać perfekcyjnej siostrze, co powoduje u niej frustracje (odcinek "Oklaski dla Sweetie Belle") W odcinku "konkurs talentów" sweety wykazała się wyjątkowym talentem wokalnym stąd wzięły się podejrzenia, że jej znaczek będzie miał coś wspólnego z muzyką (np. nuta) a wyjątkowy talent właśnie ze śpiewem. Tak jak w pierwszym wypadku to pierwsze się sprawdza to drugie już nie koniecznie.

Scootaloo- Pegaz. Choć ostatnia omawiana przeze mnie czcionniki znaczkowej ligi jest pegazem to nie umie latać, jej skrzydła mimo osiągnięcia odpowiedniego wieku wciąż są za małe by mogła wznieść się w powietrze. Jej ulubiony hobby jest śmiganie na desce i to na niej wykorzystuje swoje małe skrzydła do nabierania prędkości. Stąd przewidywania że jej znaczek będzie miał właśnie coś wspólnego z deską i prędkością. Inne teorie związane były z odcinkiem "Konkurs talentów" w którym wykazała się talentem do tańca i horografii. Jest wielką fanką Rainbow Dash i po odcinku "Bezsenność w Ponyvill" można powiedzieć, że jedna z głównych bohaterek serialu stała się jej duchową siostrą. (na co wskazuje przede wszystkim fakt że gdy Sweetie Bell i Apple Bloom gratulują im zdobycia znaczka ich rodzone siostry Scootaloo gratuluje właśnie Rainbow)

Cała trójka jak już wcześniej wspomniałam doskonale wie jak trudno odkryć swój specjalny talent. Wszystkie znaczki dostały bardzo późno a ich talent okazał się bardzo niezwykły, miały pomagać w odkrywaniu swojego specjalnego talentu innym kucykom, niekoniecznie tym z gładkimi boczkami ale także tym którzy źle zinterpretowali swoje powołanie jak Troubleshoes Clyde w odcinku "Ścigany" czy odwiecznej rywalce Diamond Tiarze w odcinku 18 sezonu 5. Tym wszystkim zasłużyły sobie na znaczki.

Wszystkie trzy mają tarcze, które zapewne mają oznaczać przynależność do znaczkowej ligi.
Scootaloo w środku swojej tarczy ma skrzydło i piorun.
Apple bloom- Jabłko (jak cała jej rodzina)
Sweetir Bell- Gwiazdkę i nutkę. (co może być odniesieniem do jej umiejętności wokalnych)



Motyw szukania własnego powołania na pewno nie jest obcy nikomu z nas. Każdy poświęca mnóstwo czasu by odkryć czego naprawdę pragnie od życia. Szuka swojego celu. Często popełniając błąd i idąc za głosem rozsądku zamiast serca lub podporządkowuje swoje marzenia oczekiwaniom innych zamiast iść swoją drogą. Koniec końców nikt za nas życia nie przeżyje, prawda ?
Ja do tej pory nie mam pojęcia co chce zrobić ze swoim życiem jedno jest pewne, nie chce by było nudne, bo rutyna zabija mnie niczym rak. Zabiera mi całą radość z życia, bo ile można się podporządkowywać innym i ustalonym przez nich normom.

Odwołując się do powyższej historii trzech kucyków po prostu warto próbować i szukać. Po za tym mieć też otwarty umysł by w końcu gdy to co kochamy stanie na naszej drodze nie warto się od tego odwracać z powodu rzeczy które tak naprawdę nie są w życiu najważniejsze.

To też znakomity motyw literacki. Można by było napisać serie dłuższą, niż najbardziej dokładna, encyklopedia o poszukiwaniu swojego przeznaczenia. Jest to nie tylko niezwykle pełne emocji jak i tajemnic, ale bliskie każdemu z nas. Ten fakt sprawia że czytelnik może się utożsamiać z główną bohaterką, co więcej daje też do myślenia. 

Życzę wam wszystkim (i sobie) byście znaleźli to co kochacie i zaczęli to robić bez względu na opinie innych ludzi czy głupiego testu.

Lolli Beatrice

środa, 9 grudnia 2015

The Cave (Postacie grywalne)

UWAGA !!! Post może zawierać spoilery 

The Knigh (Rycerz) 


Talent: Ochrona przed wszelkimi urazami od ognia przez pociski po upadki z dużych wysokości.
Przedmiot pożądania: Miecz Ekskalibur

Etap, który należy do naszego rycerza to oczywiście zamek z królem, powabną białogłową w diademie i ziejącą ogniem maszkarę, której przysmakiem, są wszyscy ci którzy postanawiają zakłócić jej spokój. Przedstawia nam historie jak z bajki rycerz ubija smoka za co nagrodą jest ręka księżniczki, wiekuista chwała i co chyba najważniejsze tron.
To aż nazbyt wiele dla osoby która kryje się pod tą zbroją. Coś o czym nawet nie śmiał marzyć. Jednak czy podoła ? Nie sądzę.

Historia tego błędnego rycerza jest bardzo ciekawa, a zakończenie uważam za jedne z ciekawszych w grze. Świetna postać na pierwszą rozgrywkę. Zagadki nie są najtrudniejsze, a specjalny talent naszego bohatera sprawia, że przez całą grę świetnie sobie radzi i jest bardzo pomocny. Wspomnienia naszego rycerza nie są specjalnie zaskakujące po pierwszych klatkach jednak oba zakończenia są super i polecam je odkryć. To wszystko sprawia że uwielbiam grać ta postacią.

The Hillbilly (Wieśniak) 

Talent: Możliwość przebywanie pod wodą nieograniczoną ilość czasu. 
Przedmiot pożądania: Ogromny różowy miś 

Słodki wieśniak przez całe życie samotny pragnie tylko jednego- miłości. Jego serce podbija niesamowita dwunoga dama, aby wkraść się w jej względy robi wszystko by wręczyć piękności prezent idealny. Taką oto drogę wybrał sobie by zaznać nieco prawdziwej miłości. Naiwne to ale cóż prosty człowiek wybiera proste rozwiązania. Nie jesteś zbyt przystojny ?  To kup sobie miłość kobiety wysiłkiem i drogimi prezentami. Jeśli oczywiście można to będzie nazwać miłością. 

Historia naszego wieśniaczka zdecydowanie nie porywa z siłą wodospadu jednak plansza przedstawia się bardzo przyjemnie i kolorowo. Zagadki w tym etapie wymagają trochę kombinowania i dużo czasu nawet wtedy gdy już wiesz co masz zrobić. Jednak sam poziom jest fajnie wyważony. Super moc naszego bohatera sprawia, że bardzo łatwo można przeoczyć jedno wspomnienie, bo zazwyczaj nie zwraca się uwagi na takie prozaiczne rzeczy jak podwodne tunele znajdujące się poza zasięgiem wzroku. Co do zakończeń jedno nie do ogarnięcia drugie przesłodkie. Ogólnie spoko. 

The time traveler (Podróżniczka w czasie) 

Talent: Możliwość przenikania przez niektóre przeszkody zagradzające drogę. 
Przedmiot pożądania: Złota figurka z własną podobizną. 

Kogo z nas nie denerwuje nie sprawiedliwość losu gdy ktoś kogo uważamy za głupszego od siebie osiąga coś na co my zasługujemy bardziej? Brzmi jak opis typowego hejtera, jednak czasem naprawdę tak bywa że pracujesz na coś ciężko i nie osiągasz tego, a ktoś inny dzięki szczęściu kradnie ci sukces sprzed nosa. Jeszcze bardziej irytujący jest to gdy się na prawo i lewo przechwala swoimi niezasłużonymi osiągnięciami. Naszej podróżniczce puściły nerwy. 

Musze przyznać, ze etap poświęcony podróżniczce w czasie jest najciekawszy ze wszystkich. Co prawda podróże w czasie nie są tak proste jak przedstawiony w grze mechanizm jednak na swój sposób świetnie pokazuje łańcuch przyczynowo skutkowy. Co więcej trzeba się nieźle na główkować, aby samodzielnie połączyć wszystkie fakty i pozostawione w grze wskazówki. Choć sama historia wyłaniająca się ze wspomnień jak i zakończenia nie są już tak doskonałe. Jednak to nie zmienia faktu że ta kosmiczna laska jest jedną z moich ulubionych postaci. Po za tym muszę przyznać, że wizualnie zrobiona jest najlepiej z całej omawianej siódemki.

The Scientist (Naukowiec) 

Talent: Nadzwyczajne hakerskie umiejętności.
Przedmiot pożądania: Worek pieniędzy. 

Jak już coś się w życiu odkryje to zawsze pozostaje pytanie czy to co odkryłaś ma służyć światu czy tobie. Pieniądze żądzą światem i kreują go tak jak pragną tego ci, którzy go posiadają. Pani naukowiec stanęła przed niełatwym wyborem, mieć wszystko czego zapragniesz czy uratować świat przed własnym odkryciem. 
Cóż taki wybór nigdy nie jest łatwy. 

Etap związany z naszą panią naukowiec nie należy do jakiś specjalnie trudnych jest wyjątkowo logiczny i chyba jedyny, który przeszłam bez niczyjej pomocy od a do z. Sama bohaterka nie posiadają talentu który przydaje się jakoś specjalnie poza jej własną planszą. Jednak jej historia jest świetna, cała od początku do końca krzyczała "odkryj mnie całą" zakończenia są ciekawe i nie powiedziała bym, że którekolwiek z nich jest złe, oba mają swoje plusy, prawda ? 

The adventure (Miłośniczka przygód) 

Talent: Umiejętność wykorzystanie haka i liny w przeprawie przez trudne zakamarki mapy. 
Przedmiot pożądania: Sarkofag  

Lubie eksplorować grobowce zdobywać ich skarby i być w centrum uwagi. Odważna i dążąca do celu choćby i po trupach. Nie cofnie się przed niczym by osiągnąć to czego pragnie. 
Charakterek tej blondyneczki kupił moją miłość choć nie byłam do niej specjalnie przekonana na samym początku. Jednak jej plansza jest genialna, a fabuła rozgrywająca się w tej egipskiej piramidzie wręcz epicka. 
Co prawda historia życia już nie jest taka ciekawa ogólnie mogła bym się bez niej obejść tak samo zakończenia statyczne i przewidywalne. Jednak w tej postaci na pewno nie to jest najważniejsze. Talent miłośniczki przygód jest bardzo przydatny w innych planszach i ułatwia grę, szczególnie jak ktoś pamięta o ich używaniu. 
Maksyma "Nigdy się nie poddawaj" przy tej dziewczynie nabiera nowego znaczenia. Czasem jednak trzeba pomyśleć czy warto. 

The Twins (Bliźniaki)  

Talent: Możliwość pozostawienia swoich duszków na kilka chwil, co na przykład pozwoli przejść przez bramę, której otworzenie wymaga ciągłego trzymania wajchy. 
Przedmiot pożądania: Pudełko trutki na szczury

Beztroskie dzieciństwo i dwójka kochających rodziców.Czego pragnie dziecko ? Wolności, czyli braku ciągłych nakazów, zakazów i szlabanów. By to osiągnąć trzeba zrobić tylko jedno- pozbyć się rodziców. Piotruś pan uciekł od tych którzy nakładali na niego ograniczenia, nasza słodka parka natomiast wymyśliła coś bardziej realnego niż magiczny pył. 

Bliźniaki podbiły moje serce jak tylko je zobaczyłam. Niesamowicie pięknie dopasowują się do klimatu gry. Po za tym to jak się poruszają jak razem działają niczym jedno ciało wygląda niesamowicie. Ich plansza jest ciekawa, historia z resztą też zakończenie realne choć nie za ciekawe. Naprawdę tak niewiele mi brakuje do ideału, bardziej wymagające zakończenie chociaż jedno z dwóch i nic więcej tu nie potrzeba. Jednak nie można mieć wszystkiego, prawda ? 
Talent naszych słodkich dzieciaczków przydaje się praktycznie przez całą grę, choć zazwyczaj i tak używa się do tego innej postaci, bo dzięki temu nie musimy się bić z czasem. 

The Monk (Mnich) 

Talent: Telekineza- umiejętność przesuwania niektórych przedmiotów siłą woli.
Przedmiot pożądania: Złota figurka buddy

Niektórzy zrobią wszystko by osiągnąć swój cel. Dla ambicji z własnej dumy i pragnienia bycia najlepszym. Osiągnięcia tego najwyższego celu. Każdy chce być wyjątkowy. Choć czasem gdy komuś brak cierpliwości może posunąć się za daleko. Jednak przecież mnisi charakteryzują się cierpliwością, prawda ? Więc co złego może się stać. Cóż najwidoczniej uczciwość nie zawsze popłaca.

Najtrudniejsza postać w całej grze, takie jest moje osobiste zdanie. Po za tym wydaje się to trochę nie logiczne bo jak ktoś kto posłużył się takimi sztuczkami by pokonać własnego mistrza może zająć jego miejsce. Najwidoczniej nie zna się na tyle ile powinnam nad religiami wschodu by to zrozumieć. Czy tam ich hierarchią społeczną, jednak powiem szczerze, że on ma jedną z ciekawszą historie obrazkową w grze. Jednak sam jakoś nie porwał mnie niczym specjalnym. Cóż może moja niechęć bierze się stąd że dostałam napadu wścieklizny macicy podczas durnych zagadek tego poziomu.

Ogólnie to już koniec. Jak widać postacie występujące w grze są ciekawe i dla niektórych naprawdę warto zagrać. Choć rzadko zdarza się połączenie ciekawa historia z ciekawą planszą to dzięki temu ma to swoją równowagę i harmonię. Co więcej mamy tu niesamowitą mieszankę narodowości, ale wszystkich łączy jedno, morderstwo i samolubstwo.

Lolli Beatrice



niedziela, 6 grudnia 2015

Córka krwawych Anna Bishop

 Recenzja


Zapoznam was dziś z miłością mojego życia, ale po kolei koniec końców recenzja powinna być na końcu.




tłumaczenie: Jakub Szacki



tytuł oryginału: The Black Jewels Trilogy: Daughter of the Blood

data wydania: 3 października 2008


W świecie Mrocznego Królestwa, przepełnionego zdradą i korupcją, zasady ustalają Krwawi a rasa czarownic i czarnoksiężników, których moc określają magiczne kamienie...Przed ponad 700 laty, czarownica sabatów Klepsydry, ujrzała spełniającą się starożytną przepowiednię a nadejście najpotężniejszej Królowej w historii Krwawych a żywego mitu, Czarownicy, która posiadać będzie więcej mocy, niż sam Wielki Lord Piekła. 
Przepowiednia zaczyna się spełniać...

 Wybaczcie ale nie streszczę wam fabuły musicie mi wybaczyć i zadowolić chwytliwym tekstem z tyłu książki. (Którą skopiowałam z "Lubię czytać"
Niestety coś czuje że było by tu po prostu za dużo spoilerów.

Jednak dość o mnie czas o książce. Kiedy pierwszy raz wpadła w moje ręce byłam w gimnazjum. Skusiłam mnie trzema rzeczami. Po pierwsze książka z gatunku fantasy, po drugie ciekawy opis, po trzecie adnotacja "tylko dla dorosłych" gdzieś w pobliżu kodu kreskowego.
Już pierwszych stron wywołały gimnazjalną ekstazę. (Wiecie jak to jest gdy ktoś użyje słowa z zakazanego słownika typu penis, seks, 69, dochodzę itd., cóż każdy wiek ma swoje prawa.)
Jednak tak na dobrą sprawę książka przeszła wszystkie moje najśmielsze wyobrażenia. Zaskoczyła mnie i już wtedy wiedziałam że to książka na pewno nie kierowana do mojej grupy wiekowej jednak to nie miało znaczenia, bo była inna niż wszystko co do tej pory czytałam. I niezwykle ekscytująca.

" Jeśli chcesz kochać się z kobietą, zrób to w sypialni. Jeśli chcesz ją uwieść, zrób to w tańcu."

Autorka nie kryję się tu ani z seksualnością, ani z brutalnością, która w dzisiejszym świecie też jest obecna. Cóż możliwe że nie w europie, bo my jesteśmy "cywilizowani" cokolwiek by to nie znaczyło w wolnym przekładzie. Niewolnictwo jest tu na porządku dziennym, a sposoby tortur bywają bardzo wyrafinowane. Ciekawe jest natomiast to, że to jest świat w którym teoretycznie żądzą kobiety, więc drogie panie tam niewolnikami dla przyjemności są jedynie mężczyźni. Władza leży w rękach królowych, a ich siła podporządkowuje sobie mężczyzn, których zadaniem jest chronić i służyć. Piękna wizja, może nie dość dobrze zrealizowana, jednak można się tu czegoś takiego doszukać. I zdecydowanie czasem przydało by się ją wcielić w rzeczywistość.

" Na ognie piekielne, Matko Noc i niech Ciemność będzie łaskawa."

Bohaterowie, których kocham za ich rozpierdalające system teksty i charakter. Szczególnie przedstawicieli rodziny SaDiablo, którzy oponowali do perfekcji przemienianie strachu i bólu w czegoś pociągającego i podniecającego. Nawet gdy od tego świata dzielą cię strony książki to dalej może pojawić się ten nieziemski dreszcz. Szczególnie gdy spotykasz Daemona Sadiego mężczyznę idealnego na każdej płaszczyźnie. Dumny, pełny męskiego magnetyzmu, przystojny, wierny, uparty, silny.... może przestane zanim wasz zanudzę. W każdym bądź razie dżentelmen z jajami, za jego jedyną wadę można uznać pewne skrzywienie psychiczne, które nazywa się "Sadystą" (W ogóle zwrot "Taniec z Sadystą" jest tak metaforycznie piękny w odniesieniu do dworskich gierek). Surrir morderczyni i dziwka, pyskata, silna kobieta, której pojawienie się od czasu do czasu bardzo ubarwia całą akcje no i jej matka i cała historia jej pochodzenia jest bardzo fajnym wątkiem pobocznym. Lucivar dumny wojownik (tak duma w tej książce jest bardzo mocno podkreślana więc jak nie mogę tego pominąć), wybuchowy z własnym bagażem doświadczeń on i Daemon to istna mieszanka wybuchowa nie porównywalna z żadną ilością trotylu. No i Wielki Lord Piekieł, Wielki kapłan klepsydry, Egzekutorka, pierwszy mężczyzna dość silny by władać samemu, okrutny, przerażający, pozbawiony skrupułów, otoczony legendarną sławą, czarny wdowiec. Chcecie coś jeszcze dodać ?
No i oczywiście główna bohaterka, młoda niewinna dziewczynka, która nie umie przesunąć głupiego przycisku do papieru, za to cały zamek już bez większego problemu. Tak tajemnicza, że w książce nie pada ani jedno zdanie pisane z jej perspektywy.

"Gorący gniew był gniewem emocji, powierzchownym nawet w ataku furii - gniewem, jaki zdarzał się między przyjaciółmi, kochankami, członkami rodziny, był gniewem w życiu codziennym. Zimny gniew był gniewem Kamieni - głęboką, niedostępną, lodowatą wściekłością, która zaczynała się w samym środku. Nieprzejednany, niemal zawsze niemożliwy do opanowania, dopóki furia nie zostanie wyładowana, zimny gniew nie mógł zostać stłumiony przez ból, głód lub zmęczenie. Rodzący się z takich wewnętrznych otchłani gniew sprawiał, że ciało, które go gościło, przestawało mieć znaczenie."

Mroczny klimat tej książki przenika ją całą. Konwencja świat w którym ciemnosć jest postrzegany za coś dobrego, a nie za źródło wszelkiego zła i potworności nie działa, bo w naszej psychice zakorzeniona już jest ta alegoria. Jednak możemy poznać inną stronę tego mroku co jeszcze bardziej podkręca klimat.

"Wszystko ma swoją cenę"

Kocham tą książkę i nie będę wypowiadać się o niej źle choć zapewne wielu z was uzna, że to dzieło nie zasługuje na taki zachwyt, ani na to miano. Zgoda nie jest to książka górnych lotów, ale nawet poranny seks nie nakręca mnie tak bardzo pozytywnie na resztę dnia jak ten oto zlepek liter i stron. I obojętne, który raz z rzędu to czytam.

Chętnie wysłucham twojej opinii. Szanuje zdanie innych szczególnie wtedy gdy jest poparte racjonalnymi argumentami. Nawet jak jest zupełnie przeciwne do mojego.

Lolli Beatrice

The Cave

 Recenzja


Po przegraniu prawie 24 godzin i odkryciu wszystkich historii postanowiłam w końcu napisać recenzje gry w której się wręcz zakochałam. Jednak recenzja to będzie dopiero początek...


"The Cave to połączenie zręcznościówki, przygodówki oraz gry logicznej, czerpiące inspiracje z klasycznych serii, takich jak Metroid czy Castlevania. Produkcja powstała w amerykańskim studiu Double Fine, założonym przez weterana branży Tima Schafera. Nad grą pracował zespół pod kierownictwem Rona Gilberta, legendarnego twórcy dwóch pierwszych części Monkey Island oraz kultowego Maniac Mansion."
 źródło: http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=18440
The Cave to połączenie zręcznościówki, przygodówki oraz gry logicznej, czerpiące inspiracje z klasycznych serii, takich jak Metroid czy Castlevania. Produkcja powstała w amerykańskim studiu Double Fine, założonym przez weterana branży Tima Schafera. Nad grą pracował zespół pod kierownictwem Rona Gilberta, legendarnego twórcy dwóch pierwszych części Monkey Island oraz kultowego Maniac Mansion.
Źródło: http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=18440
 Gra miała swoją premierę w 3013 roku.

Mamy do dyspozycji siedem postaci, za każdym razem do gry możemy wybrać tylko trzy. Gra dostosowuje plansze do naszego wyboru, a każda z dostępnych postaci ma własny pokój, który pokazuje czego pragnie najbardziej i jak przedstawia się jego prywatna historia.
Psychologia postaci jest niesamowita. Pokazuje co ludzie są w stanie zrobić by coś osiągnąć lub gdy owładną nimi silne emocje. Oczywiście chyba nie będzie tu spojlerem jak powiem, że zazwyczaj kończy się to śmiercią, zasłużoną bądź nie.


Gra "The cave" jest platformowa grą logiczną. Opiera się na rozwiązywaniu zagadek przy pomocy znalezionych lub dostępnych przedmiotów oraz specjalnych talentów oferowanych bohaterów. Ciekawym motywem jest również współpraca między bohaterami. Czasem trzeba się szybko przełączyć między jedną, a drugą postacią by odblokować sobie dalszą drogę.
Trzeba się nieco namęczyć by wszystko rozwikłać samodzielnie. Niestety ja tego nie dokonałam bardzo często wspomagałam się filmami Kiny lub MagdalenyMariMoniki. (Swoją drogą bardzo zachęcam do odwiedzenia ich kanałów, bo dziewczyny są świetne. Dzięki tej drugiej postanowiłam kupić pierwszą grę na streamie, czyli właśnie dzisiaj omawianą.


Nie można zapomnieć o tym że gra jest niezwykle klimatyczna, ma bardzo przyjemną grafikę i pasującą muzykę. Te dopracowane szczegóły bardzo uprzyjemniają rozgrywkę i sprawiają, że grę przechodzi się z niesamowitą przyjemnością więcej niż raz.
Oczywiście gra oprócz możliwości poczucia się inteligentniejszymi niż jesteśmy w rzeczywistości daje nam dziecinną radość odkrywania. Tajemnic mamy tu sporo a najważniejsze z nich to te, które skupiają się na naszych głównych bohaterach. Prawdę mówiąc wciągnęło mnie to tak bardzo, że postanowiłam skolekcjonować też wszystkie "osiągnięcia" i już naprawdę niewiele mi brakuje by osiągnąć ten cel.


Niesamowity klimat dodaje też głos samego narratora. W sumie strasznie żałuje że nie ma oficjalnej polskiej wersji, bo nie rozumiem wszystkiego co on tam pierdoli. Szkoda trzeba będzie wszystko sobie ładnie przetłumaczyć na własną rękę.
Produkcja jest pięknie zrobiona praktycznie bez błędów (postać zawiesiła mi się tylko raz.... no dobra dwa razy, ale dało radę ją odblokować bez wyłączania gry)
Bardzo polecam wszystkim tym którzy chcą zająć swój czas czymś ambitnym.Idealne do rozruszania szarych komórek i poćwiczenia nie raz zanikającej w tych czasach umiejętności logicznego myślenia.

Oczywiście mówię tu w samych superlatywach, więc jako istota myśląca zawsze możesz sprawdzić prawdziwość moich słów i zagrać sam. Swoimi doświadczeniami możesz podzielić się na własnym blogu lub u mnie w komentarzach.
Dziękuje za uwagę i zapraszam na kolejne posty.

Lolli Beatrice



niedziela, 23 sierpnia 2015

Po drugiej stronie świata

 Gdy życie zamienia się w grę

 

W pokoju panował pół mrok, rozpraszany jedynie przez wygasający ogień w kominku i światło księżyca wpadające przez okno. Wpatrywałam się w srebrną tarcze siedząc na krześle przed oknem. Wokół mnie piętrzyły się bagaże przygotowane na jutrzejszą Podróż. Zapewne było już dobrze po północy, a ja nie mogłam zasnąć. Wpatrywałam się tylko w niebo i godziłam się ze swoim losem, odczytując przyszłość z czarni nocy. Drzwi za mną skrzypnęły. Nie zadałam sobie nawet trudy by się odwrócić i sprawdzić, kto to, będąc przekonana, że to Sara.
-Siostrzyczko ?-Szept przerwał błogą cisze. Drgnęłam na dźwięk głosu mojego brata Dawida. –Nie możesz spać ? –Zapytał z wręcz autentyczną troską w głosie.
Dawid od zawsze był ulubieńcem ojca. Zawsze dostawał to, co najlepsze. Ojciec go autentyczni kochał i wiązał z nim nadzieje na przyszłość z napięciem obserwując sytuacje na dworze z radością przyjmował narodziny jej kolejnych córek i dbał o sprzyjający rozkład sił w parlamencie.
Miał wszystko, co ja zawsze chciałam mieć.
-Nie mogę.-Odparłam bez namiętnie.
-Ja też – Powiedział lekko zakłopotany. – Jak się czujesz?
-Dobrze-odparłam nadal się do niego nie odwracając.
-Nie musisz tego robić.- Wyrzucił w końcu z siebie-  Możesz się przeciwstawić, ojciec nie jest pępkiem świata, niedługo umrze, a ja jutro się oświadczam, księżnej. Zyskałem poparcie króla. Wiele jest mężczyzn, którzy oglądają się za tobą na przyjęciach i wielu z nich to na prawdę dobre partie. Zasługujesz na lepsze życie.
Zdziwiły mnie jego słowa. Nie sądziłam, że w ogóle coś zauważy tym bardziej, że się tym przejmie.
Odwróciłam w jego stronę. Siedział na jednej z walizek i przyglądał się z umęczonym wyrazem twarzy.  Gryzło go poczucie winny.
-Skąd ty wiesz czy właśnie takie życie nie jest tym, na jakie zasługuje? Sądzisz, że podjęłam bym taką decyzje nie myśląc o sobie ?-Zapytałam ze spokojem, który pozwalało mi utrzymać jedynie oczyszczony przez nocną kontemplacje umysł- Z resztą, jakie to ma znaczenie, jeśli teraz odmówię to zrzucę hańbę na ród i ty szybko stracisz poparcie króla.
Nie odpowiedział. Czuł się zagubiony i bez silny. Nie wiedział czy kłamie czy mówię prawdę, wahał się. Wygięłam ustaw ciepłym uśmiechu na poparcie moich słów o szczęściu, które znalazłam u boku Sebastiana.
-Dlatego się zgodziłaś ? –Zapytał- Czujesz się przy nim szczęśliwa ?
 Odwróciłam wzrok powrotem w stronę okna. 
-Tak- Odparłam najbardziej rozmarzonym głosem, na jaki udało mi się wydobyć z krtani.
Dawid westchną.
-Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że ojciec cię sprzedał ?- Zacisnęłam wargi. Nie odpowiedziałam. On znowu westchną-Chcesz, chociaż wiedzieć za ile zostałaś sprzedana ?
Zamknęłam oczy.
-Za ile ?-Zapytałam cichym głosem, którym odbijała się część mojego smutku.
-Za posiadłość na brzegu nowego świata i mieszek złota.
Wzruszyłam ramionami.
-Niech i tak będzie- Powiedziałam z westchnieniem.- Coś jeszcze chciałeś mi powiedzieć. ?
Zapytałam, ale właściwe pytanie brzmiało  „Czymś jeszcze chcesz mnie dobić ?”
-Nie odparł.-Słyszałam jak drzwi skrzypią, gdy wychodził.


Poranek wstał pięknym wschodem słońca, który podziwiałam od samego początku, gdy pierwsze nieśmiałe promyki pojawiły się na horyzoncie Az cała złota tarcza słońca ukazała się na błękitnym niebie.
Ktoś delikatnie zapukał do drzwi.
-Wejść- Krzyknęłam.
-Pani wzywałaś mnie.- Sara weszła do pokoju ze bólem w oczach. Jednak to nie był ból poznanej prawdy jeszcze nie. To był zwykły ból rozstania. Dopilnowałam by nie dowiedziała się o tym, co się stanie, gdy przekroczę po raz ostatni próg tego domu. Kilka ostatnich dni spędziła cały czas blisko mnie, a ostatnią noc spędziła na szukaniu ulubionej sukni moje matki, którą i tak zamierzałam się pozbyć przy pierwszej lepszej okazji.
Nowina o moim zamążpójściu została rozgłoszona podczas bankietu zeszłej nocy, gdy wśród pięknych ozdób i oklasków zgromadzonych gości Sebastian wkładał mi na palec piękny pierścionek zaręczynowy z rubinowym oczkiem. Tym samym plotki zaczną się sypać po moim porannym wyjeździe. Jeszcze żadna z dziewczyn szlachcianek nie poślubiła nikogo z jednego z książęcych rodów. Będzie to wiadomość sezonu, która obrośnie kłamstwem i domysłami, co sprawi, że będzie idealną opowieścią, klasyfikującą się, jako piękna bajką na dobranoc.
Uśmiechnęłam się do niej serdecznie dodając odwagi.
-Spokojnie, czy coś jest nie tak.- Zapytałam. Przez te 2 dni nauczyłam się panować nad kłamstwem i swoimi emocjami. 
-Jesteś szczęśliwa ?-Zapytała
-Jestem.- Odparłam, pewnie. –Będzie mi brakować wielu rzeczy, ale jednak cieszę się z tego, że zaczyna się nowy rozdział w moim życiu.
-W takim razie ja również się cieszę twoim szczęściem. – Powiedziała to z kompletnym brakiem przekonania.
-Saro- podeszłam do niej i przytuliłam ją do siebie jak małą dziewczynkę.- Wszystko będzie dobrze. Mam coś dla ciebie.
Odwróciłam się i z pośród, całej masy pudeł odszukałam to jedno najważniejsze. Było to małe zdobione pudełko. Na jej wieku i po bokach Pięły się motyw roślinne i magicznej fauny lasu. W środku był list z przeprosinami i wyjaśnieniami  i medalion, w którym to znajdował się najpiękniejszy kryształ, jaki można znaleźć. Szafir tak bardzo pasujący do jej szczerych niebieskich oczu. Po za tym jeszcze medalion wart tyle by mogła ułożyć sobie nowe życie.
-Tylko proszę otwórz go dopiero po moim wyjeździe.- Popatrzyłam jej w oczy, gdy podawałam jej pudełko.- Obiecujesz ?
-Obiecuje – Odparła. Przytuliłam ją po raz ostatni z łzami w oczach.
-Trzymaj się.
Wyszłam z pokoju a potem na dziedziniec, na którym to czekała już na mnie kareta. Zatrząsnęłam za sobą drzwiczki, żegnając się z tym, co znałam i kochałam. Teraz czekałam jedynie na uderzenie nieuniknionego.


Gdy słońce stanęło już w swoim zenicie władowywano ostatnie bagaże na pokład statku. Patrzyłam na to oparta o balustradę burty, gdzie wiatr rozwiewał mi włosy i  w zamyśle przyglądałam się zebranemu w porcie tłumowi z szczególną intensywnością ojcu z szczęśliwym uśmiechem na twarzy i bratu, który patrzył na mnie z tak przenikliwy bólem w oczach, że przenikała mnie dreszcz. Choć uśmiechał się jak wszyscy, czułam ze sprawiam mu ból, a nie wiedziałam, dlaczego. Przeciecz nigdy jakoś specjalnie się nie interesował tym, co się ze mną dzieje. Dlaczego to, co się działo go tak poruszało? Dlaczego tak usilnie zaglądał pod zasłonę iluzji i szukał za nią prawdy, która nie była nikomu potrzebna, a sprawiała jedynie ból ? 
Zacisnęłam na palce na medalionie z kryształem, który pod światło mienił się wszystkimi kolorami świata. Odziedziczyłam go po matce. To była moja jedyna pamiątka po niej. Co prawda ukradłam, gdy miała 6 lat, bo ojciec nie pozwalała nawet wchodzić do pokoju matki a co dopiero zabierać coś z tamtą, ale ja czułam jakąś wewnętrzną potrzeba posiadania czegoś po matce. Los chciał, że wybór padł na naszyjnik, który mogłabym przysiąc został namalowany na jej portrecie trumiennym i teraz powinien przebywać z nią 5 stup pod ziemią.
-Rozstania są zawsze bolesne, czyż nie ?
Spojrzałam przez ramie i spostrzegłam stojącego tuż za mną Sebastiana. Zwróciłam wzrok z powrotem w stronę wybrzeża. Statek przygotowywał się do odpłynięcia.  Pomachałam po raz ostatni dłonią do żadnej konkretnej osoby. On obią mnie w tali i położył głowę na moim ramieniu. Nie sprzeciwiałam się, choć mogłam, jeszcze mnie nie posiadł. Ślub miał się odbyć na jego ziemi na jego zasadach, a więc dopiero po podróży. Jednak walka z nim i tak nie miał by najmniejszego sensu, biernie poddałam się jego pieszczocie.
-Ale tylko ty możesz powiedzieć, co bardziej boli, rozstanie czy zdrada.-Szepną mi do ucha i delikatnie musną je ustami potem językiem. Przez moje ciało przeszedł prąd.
-Zdrada -zapytałam praktycznie nie dosłyszalnie.
-Twego ojca.- Mrukną mi do ucha.
-On mnie nie zdradził -szepnęłam bardziej do siebie niż do niego- On po prostu nigdy nie był dobrym ojcem.
Dopiero, gdy te słowa wypłynęły z moich ust zdałam sobie sprawę z ich znaczenia i z faktu, że mimo tego, że nie dopuszczałam tego do siebie przez lata naprawdę tak myślę.
Zaśmiał się cicho.
-Za to z ciebie okropna siostra, popatrz na swojego brata ciężko będzie mu się pozbierać po takiej stracie. – Drgnęłam na dźwięk jego słów.
-Co ty możesz wiedzieć ?
-Doceniamy coś, gdy staniem w obliczu straty.
Zaskoczona odwróciłam głowę w jego stronę. Perfidnie wykorzystał mój ruch, doprowadzając do tego, że nasze usta się spotkały. Wbił się w moje wargi, a ja wpleciona w jego ramiona nie mogłam zagarować, gdy wsuwał w nie język, zacisnęłam zęby. Napotykając na przeszkodę musną jedynie moją dolną wargę i się odsuną. Zdałam sobie sprawę, że zamknęłam oczy. Teraz spojrzałam w jego miodowe oczy, z których nie dało się odczytać, żadnych myśli, ani emocji.
-Postawić wszystkie żagle.- Krzyk kapitana przeszył powietrze i niczym kubeł zimnej wody wyrwał mnie z zamyśleń, których tematem był mój narzeczony. Żagle jeden po drugim napinały się pod wpływem wiatru i ruszyliśmy. Sebastian odsuną się, a ja odwróciłam się plecami do wybrzeża tak by objąć wzrokiem mojego towarzysza. Tym razem starałam się nie tracić czujności i z uwagą obserwowałam jak bierze moją dłoń do ust i z szacunkiem ją całuje. Podniósł wzrok.
-Zabawne, jesteś moją narzeczoną a ja nawet nie znam twojego imienia, a więc czy zdradzisz mi je teraz Melejdy Fritton. –Mimo, że już stał wyprostowany nadal nie puszczał mojej dłoni.
Użył mojego panieńskiego nazwiska tak jakby w wyrazie respektu dla mojej niezależności, która już długo nie potrwa. Jednak wywołało we mnie to fale urywanych przemyśleń z ostatnich paru dni.
Nie wiedziałam, czego chce. Z jednej strony władałam mną duma, która nie pozwalała mi ulec, kazała mi walczyć z jego despotyzmem i nie pozwalać traktować się jak niewolnica. Z drugiej zaś strony dochodził do głosu pesymistyczny akcent faktu, że w końcu zostałam sprzedana i prędzej czy później złamie mnie, a wcześniejsze ulegnięcie jego kaprysom uchroni mnie przed większością bólu, którą może mi sprawić mój mąż. Co gorsza jego zmienna postawa nie ułatwiała mi decyzji i nie pozwalała wyczuć jego zamiarów wobec mnie.
-Nazywam się Anastazja Wako.
Na dźwięk swojego nazwiska uśmiechną się.
-A, więc Anastazjo, chcesz mieć kajutę jedno osobową, czy wolisz dzielić ją ze mną ?
Jego pytanie mnie zaskoczyło.
Moja kultura, jeśli chodziło o rytuały zamążpójścia i inicjacji seksualnej były bardzo sztywne. Dziewczyna w dniu ślubu musiała być czysta, a pierwszy raz przeżywała w łóżku swego męża, który to miał zapewnić jej wszystko, co najlepsze, w tym i przyjemność, gdy będą starać się o swojego potomka. Z tego względu mężczyzna swój pierwszy raz miał wcześniej z jedną z kobiet, które zajmowały się ćwiczeniem młodych chłopców w dziedzinie łóżkowych sztuk.
Swoją drogą mimo faktu, że te kobiety tak naprawdę były zwykłymi dziwkami, żyły na wysokim poziomie. Miały wspaniałe dworki i niesamowite dochody. Jednak pozbawione były rzeczy najważniejszej, miłości. Nie mogły mieć męża a jeszcze przed zaczęciem nauki u doświadczonej nimfy, bo je tak na dworach nazywano, była pozbawiana możliwości posiadania dzieci.
Dla chłopca wchodzącego w dorosłość takie „zajęcia” były równie obowiązkowe jak i umiejętność władania mieczem, czy znajomość historii. Przyjemność podczas wspólnych nocy miała kobiecie wynagrodzić ból podczas wydawania na świat dziecka, któro w przyszłości miało odziedziczyć majątek. 
Jednak mężczyzna mógł mieć tylko jedną mentorkę i to przez okres półrocznej nauki później musi ćwiczy wstrzemięźliwość, aż do ślubu. Wszelkie akty z obu stron poza tymi wyjątkami karane był wykluczeniem nieczystych kochanków poza margines społeczny. Okryci byli hańbą, której nie mogli zmazać.
- Co ? – Zapytałam. Próbowałam wyczuć intencje jego pytania. Może w ich kulturze jest inaczej ? Kto wie, jakie dziwactwa oni wyznają.
-Och skarbie ja bym mógł cię wziąć nawet teraz na tych deskach, ale mogę poczekać, aż w końcu skończy się ta cała szopka, którą wszyscy ode mnie wymagają.- Mówiąc to zrobił pół kroku do przodu i przycisną mnie do balustrady. Nie dając mi szans na powstrzymanie go, mimo tego, że się szarpałam. Dłoń, którą cały czas trzymał teraz przycisną do drewnianej przeszkody za moimi plecami.
Czułam bliskość jego ciała, która wywołała przyjemny dreszcz. Nasze nosy spotkały się.
-Mam jednak nadzieje, że rozumiesz, iż nie zamierzam czekać dłużej niż do nocy poślubnej. Nie jestem dostatecznie obeznany w tych waszych zwyczajach by wiedzieć, na co wy sobie pozwalacie a na co nie, ale u nas moja kasta może tylko raz wybrać osobę, z którą będzie chciał spędzić resztę życia i dlatego zbliżenia dopuszczalne się już w okresie narzeczeństwa.
-A, jeśli zaręczyny zostaną zerwane ? – Zapytałam starając się zrozumieć to, co właśnie usłyszałam. Czyli można się zakochać tylko raz ?
-To się nie zdarza. – Odparł- A więc złotko czy te trzy miesiące robią ci różnice, czy nie ?
Wzięłam głęboki oddech. Widziałam ogień w jego oczach, który potwierdzał jego słowa, pragną mnie. Jednak dawał mi wybór, wstrzymywał się, chociaż co prawda nie musiał, bo zgodziłam się na jego zasady, więc powinnam się podporządkować jego kulturze. No właśnie miałam wybór, ale czy ulec ? Jakie będą konsekwencje mojego Tak, a jakie mojego nie?
Bałam się, przed oczami stanęły mi wizje z opowieści Sara. Czy on też jest taki okrutny ? To, dlaczego daje mi wybór ? W co on gra ?
-Chce zostać sama.- Szepnęłam zagubiona.
- Więc choć pokarze ci twoją kajutę.- To mówiąc odsuną się ode mnie.

Lolli Beatrice