sobota, 22 sierpnia 2015

Po drugiej stronie świata

Dla tych, których kocham 

 

-Mocny wdech i wciągnij brzuch- Spokojnym głosem poinstruowała mnie Sara po czym z całej siły pociągnęła za sznurki gorsetu. Powietrze sprężyło się w płucach. Z jękiem wypuściłam je gdy służąca wiązała na supeł sznurki. Ten manewr pozwalał mi na zachowanie odrobiny swobody, na którą nie pozwalało sobie większość dam.
-Widziałaś go już na jakimś przyjęciu ?- Zapytała Sara, podnieconym głosem. Sara była moją prywatną służką i najlepszą najwierniejszą przyjaciółką jaką miałam. Zawsze była przymnie i pomagała mi, nie tylko z obowiązku. 
-Nie jeszcze nie. –Odparłam jak najbardziej spokojnym głosem. Nie denerwowałam się spotkaniem z narzeczonym, który wybrał dla mnie ojciec. Bałam się tego, że Sara dosłyszy fałsz w moim głosie. Tak widziałam go nie raz na przyjęciach, kilka razy nawet z nim tańczyłam i prowadziliśmy uprzejme konwersacje. Księcia Ledom jednego z wielu krajów zza wielką granicą jak określa się ocean oddzielające państw starych, czyli tych znanych od zawsze i państwa nowe, które to od niedawna zaledwie od 50 lat zawiadomiły nas o swoim istnieniu. Nie były to kraje wrogo nastawione, więc pomiędzy naszym światem, a ich zaczął się powolny przepływ informacji. Praktycznie pochodzące ze wszystkich dziedzin życia. Dworskie panny nie interesowały się niczym innym. Nasz świat nagle się powiększył. Pomiędzy nowym, a starym światem istnieje, jak już mówiłam,  nieprzebyta otchłań wody i droga przez nie jest męcząca i niepewna. Rzadko, która dama wypływa w tamtą stronę. Jeśli już to na własny ślub i już raczej nie wraca na tą stronę.
Oprócz morza dzieli nas ogromna przepaść kulturowa, mentalna i religijna. Choć obie strony nawzajem przyjmuje i akceptuje różnice w poglądach i prawach to i tak niektóre z ich zwyczaje wzbudzają kontrowersje. Ich kultura również jest stanowa, jednak tam przepaście pomiędzy poszczególnymi stanami, są ogromne. Tak jak u nas szczeble drabiny są uwzględniona pod miejsce urodzenia to nikt jakoś specjalnie ich nie przestrzega już od ponad stulecia. Szlachta chodzi do szkół razem z chłopami i mieszczaństwem, których na to stać lub gdy uzdolnione dziecko zostanie promowane przez jakiegoś wspaniałomyślnego bogacza. Król uwzględnia dobro wszystkich stanów we swoich rozkazach. Szlachcic nie wymigają się od kary, za krzywdy wyrządzone przedstawicielom niższego stanu społecznego itd.
U nich za to jest zupełnie inaczej. Szlachta ma władze, według ich Religi ustalana jest władza skład sejmu i głowa państwa. Wszyscy pochodzący z niższych kast mają wielbić rody szlacheckie niczym bogów, a sama szlachtę nazywać panami. Z resztą oprócz szlachty tam jest 7 rodów książęcych i co jedno panowanie zmienia się władca według jak już mówiłam ich pokręconej Religi w której rządzą nieznane mi siły.
W Trialie, w kraju którym się urodziłam, niewolnictwo zostało już dawno zakazane, podobnie z resztą jak w innych krajach starych. Jednak w tym innym świecie niewolnictwo jest na porządku dziennym i podobno gdy się nie uważa można wpaść w sidła handlarzy żywym towarem. Sara była jedną z nich, opowiadała mi o tym jak została sprzedana na targu o tym jak ją traktowano z uporem unikając drastycznych opisów i tylko napomknął o tym co tam się działo, ale to i tak było za dużo do pojęcia przeze wychowankę tak cudownego kraju jak ten.
Ostatnią różnicą chyba najistotniejszą w tym wypadku jest fakt, że tam kobiety podporządkowane, są mężczyznom, niczym służące.
-Miejmy nadzieję, że jest przystojny.-Szepnęła z uśmiechem pomagając mi przyodziać jedną z wielu warstw wyjściowej sukni.  Każda kobiet w drodze do swojego faworyta i na uroczyste bale przyodziewała tradycyjną suknie z gorsetem, nie rzadko odziedziczoną po babce czy prababce. Na dzień jednak wybierały luźniejsze i zdecydowanie wygodniejsze stroje. Jednak codzienny ubiór zbyt mało zakrywały, więc przejawem skromności damy było przywdziewanie tych falbanek i gorsetu, ale taka suknia mówiła też o szlachetnym pochodzeniu i godności damy. Reprezentowała również pewnego rodzaju powrót do korzeni.
-Ja również –Uśmiechnęłam się delikatnie, bo tylko do tego potrafiłam się zmusić.
-Wiesz coś o nim ?- Zapytała. Tego pytania obawiałam się najbardziej. Coś powinnam wiedzieć, ale na kłamstwie bardzo łatwo się poślizgnąć. Co zrobić by się nie dowiedziała co mnie czeka za nie całe 3 dni ?
-Wiem że jest księciem, jakiegoś małego państewka na wschodzie.- Odparłam spokojnym głosem wsuwając na ręce długie rękawiczki.
-To miło podobno tam jest wiele przystojnych  mężczyzn. Wszakże mieszkańcy tamtych państw słyną z wysportowania, odwagi i waleczności.
Mówiłam o równo uprawnieniu, a przecież ojciec wybrał mi narzeczonego. Tak to prawda, czasem się tak zdarza, że kobieta nie zna swojego męża. Istnieje niepisane prawo, które mówi że kobieta powinna ożenić się przed skończeniem 25 roku życia, bo potem rzadko który mężczyzna bierze sobie taką za żonę i zostaje ona dość często tanią kurwą w domach uciech, gdyż rodzina uznaje ją za zbędny balast. Cóż, żadna kultura nie jest idealna. Niedługo kończę 20 lata, co prawda mam jeszcze czas, ale nie o to chodzi, po prostu moja rodzina ma problemy, a moje zamążpójście ma je rozwiązać. Moja matka zmarła wydając mnie na świat. Opiekę nade mną i moim starszym bratem przez lata sprawował ojciec. Niestety on nigdy nie był wstanie mnie pokochać, zbyt przypominałam mu matkę, a ból jaki sprawiało patrzenie na mnie osobę, która wyglądała jak ona ale tą jego jedyną nie była, odbijała się w jego oczach, zimnym stosunku i srogiej rózdze za każdy choćbym najmniejszy błąd. Czasem podejrzewałam, że obwinia mnie za jej śmierć. Brakowało mi jego miłości, a tak bardzo jej pragnęłam, że robiłam wszystko, by go zadowolić. Jednak to było ciągle za mało, gdy skończyłam 17 lat pogodziłam się z tym ze nigdy tego jednego celu nie osiągnę, a teraz chciałam po prostu by coś miał z tych 20 lat cierpienia i pracy nad mną. Gdy to małżeństwo zostanie zawarte wedle umowy ojciec dostanie sporo złota i będzie miał córkę w królewskim rodzie. Dostanie mu się prestiż, co pomorze mojemu bratu znaleźć odpowiednią małżonkę i przynieść swojemu ojcu to czego zawsze chciał, koronę. Pierwszy raz od tak dawna królowa nie urodziła ani jednego chłopca, a chwiała się już na granicy przekwitu. Jeśli ten stan się utrzyma to tron otrzyma ten, który zdobędzie względny najstarszej z córek króla i samego władcy. Stosunek ludu do kandydata też nie jest obojętna. Mój brat jest coraz bliższy tego celu. Doskonale widzę jak księżna uśmiech a się do niego, a król traktuje niczym własnego syna.
-No tak, nie mogę się doczekać- odparłam. Sara znała moją dusze na wylot. Znała też pragnienie zadowolenia ojca. Zawsze mnie w tym wspierała i nie dziwiło jej to że chcę wyjść za mąż za tego mężczyznę, którego wskazał mi ojciec, ale doskonale zdaje sobie sprawę jak by zareagowała gdyby znała całą prawdę. Próbowała by mnie od tego odwieść, a ja nie mogę się teraz wahać.
 – No skończyła.- odparła dumnie, podpierając się pod boki. 
Spojrzałam w lustro. Przede mną stała kobiet o krągłych kształtach i zgrabnej sylwetce wciśniętej w dugą balową suknie w wszystkich odcieniach fioletu. Na jej gołe ramiona spływały czarne włosy. Spod długich rzęs spoglądały oczy w kolorze ciepłego morza. Cerę miała niezwykle bladą co kontrastowało nie tylko z włosami, ale także z krwisto czerwonymi ustami. Tylko ja wiedzami co ukrywa pod tą maską spokoju i prawdę mówiąc szerzę żałuje że posiadanej wiedzy. Pragnęłam zanurzyć się we własnej iluzji, by stała się prawdą. By dała mi szczęście.  Jednak to niemożliwe.                                                                                  
-A więc chodźmy.- Uśmiechnęłam się i pozwoliłam się sprowadzić na dół gdzie czekał na mnie ojciec. Pierwszy raz chyba od zawsze widziałam uśmiech na jego twarzy, gdy prowadził mnie w stronę karety.
Moje spotkanie z przyszłym mężem miało się odbyć na ich terenie. Każdy szlachcic zza morza miał po naszej stronie mały dwór tuż obok jednego z wielu portów. Niektórzy z naszych szlachciców tez mieli po drugiej stronie swej posiadłości jednakże, w większości byli to ci, którzy wydali jedno ze swoich dzieci zza oceanem.
Nasz powóz zatrzymał się przed wystawnym budynkiem dwu skrzydłowym z dwoma rzędami okien i wierzą usytuowaną na środku na której było jedno wielkie rozeta które przedstawiało się niczym tęczówka ze źrenica patrząca daleko w morze i widząca to czego zwykły śmiertelnik zobaczyć nie zdoła.  W drzwiach przywitał nas loka, który zaprowadził nas do salonu, gdzie już czekała na nas książę ze swym ojcem. 
-Witam- Gospodarz przywitał się ściskając rękę mego ojca.- Tak więc dłużej nie przedłużając omówmy szczegóły transakcji. – To mówiąc zaprowadził mojego ojca do kanapy i niskiego stołu do kawy.
„Tranzakcie” tak to było trafne określenie tego co mieli zawrzeć. Też mężczyzn nie owijał w bawełnę. Miałam zostać mu sprzedana i stać się własnościom jego syna. Zapewne był jednym z tradycjonalistów, w sumie nie było w tym nic dziwnego w końcu był przedstawiciela rodu książęcego. Oni ograniczali się jedynie do tolerancji, nie chcieli nic zmieniać.
Popatrzyłam na księcia, był to dobrze zbudowany mężczyzna o krótko ściętych kasztanowych włosach, szlachetnych rysach i niezwykle ciepłych piwnych oczach. Pozwoliłam sobie poddać się jego urokowi wszakże to już nie miało znaczenia. Gdy zauważył że mu się przyglądam uśmiechną się ukazując białe zęby. Odwzajemniłam uśmiech.
- Sebastian zaprowadź swoją przyszłą żonę do salonu na górze i wyjaśnij jej na czym stoi nasz świat.
Na dźwięk jego słów Sebastian wziął moją rękę i delikatnie musną ją ustami jak to nakazywała nasza tradycja i gestem wskazał mi schody, cały czas nie puszczając mojej ręki. Jego gest był dla mnie nie lada zaskoczeniem, jeszcze nie widziałam by jaki kol wiek z wyspiarzy okazywał respekt wobec tej zasady. Tym bardziej tak ściśle trzymający się norm własnej kultury. Jedyny gest na jaki sobie pozwalali to ukłon jako znak respektu i szacunków wobec naszego kraju.
Górny salon był małym pomieszczeniem zawalonym książkami od podłogi po sufit. Książę zaprowadził mnie do małego stoliku gdzie stały dwa fotele. Przysiadłam na jednym z nich książę zają miejsce na przeciwko.
-A więc jak na pewno zdajesz sobie już sprawę, nasza kultura nie  przejmuje się zbytnio, tak ważnym dla was, równo uprawnienia. –Powiedział to spokojnie cały czas patrząc mi w oczy. Sprawdzał moją reakcje. Wiedziałam, że próbuje wyczuć jaka jestem.
-Tak wiem, dama chcąc nie chcąc jest rozeznana w świecie.- Odparłam głosem jedwabistym i spokojnym. On się uśmiechną na dźwięk moich słów.
-A więc doskonale zdajesz sobie sprawę, że twój ojciec i mój właśnie targują się o to ile złota jest warte twoje ciało. Nawet nie cała „ty”.
Nie dałam rady, odwróciłam wzrok. Popatrzyłam na płynące po niebie chmury na mieniące się zielenią liście, starając się odzyskać  tak nagle utracony spokój. Nie wdziałam co mu odpowiedzieć . Nikt kogo poznałam w ciągu tych 20 lat nie był tak bezpośredni jak Sebastian i jego ojczulek
-Boisz się ? – W jego ciepłym tonie dosłyszałam cichy pomruki wręcz poczułam jak jego wzrok prześlizguje się po moim ciele. Ostatkami sił powstrzymałam drżenie. Uśmiechnęłam się smutno. Patrząc na ptaki przelatujące tuż nad koronami drzew odpowiedziała.
-Tak -doprałam spokojnie.-Masz jeszcze jakieś pytania ?- Sama zdziwiłam się spokojem swojego głosu. Zmusiłam się do tego by na niego spojrzeć. Przyglądał mi się z rękami splecionymi na piersi.
-Tylko jedno –szepną - dasz mi się dokładnie przyjrzeć temu co kupuje.- Na jego ustach pojawił sie pół uśmiech gdy patrzyła jak z godnością wstawałam z fotela. Podszedł do mnie powoli jak do płochliwej zwierzyny i obszedł mnie na około przyglądając się jak dziełu sztuki w muzeum. Za wszelką cenę starałam się uniknąć jego wzroku, jednak on miał inne plany. Zatrzymał się przede mną i złapał za podbródek zmuszając do spojrzenia w oczy. Zamiast spodziewanego pożądania, zobaczyłam jedynie błysk ciekawości w złotej toni jego oczu dopełnionego półuśmieszkiem.
-A ty chciała byś mi zadać jakieś pytanie ?- Zapytał odprowadzając mnie na fotel.
Moje ciało reagowało na jego dotyk gęsią skórką i mrowieniem, które roznosiło się po całym ciele. Wzięłam głęboki oddech.
-Jaki mas stosunek do tradycji swego ludu ?- Jedyne co mogłam wywnioskować to, to że mój przyszły mąż był wyjątkowo zmienny. Najpierw całuje mnie w rękę, a chwile traktuje jak przedmiot. Nie wiem czy chce mnie zmusić do wycofania się z umowy, czy pokazuje swoje prawdziwe „ja”. Na przyjęciach zachowywał się jak wszyscy wyspiarze, jak potocznie ich nazywano.
-Widzisz złotko- Zaczą przymrużając lekko oczy i uśmiechając się tajemniczo.- Nasz kraj w przeciwieństwie od waszego nie morze odchodzić od tradycji, bo to doprowadziło by do upadku. Musimy ściśle się jej pilnować i czy tego chce czy nie tradycja na stałe zamieszkała w moim życiu i rodzinie. 
-Świat to ciągłe zmiany, jak nie będziecie dostosowywać się do niego to zginiecie.- Odparłam przypominając sobie szkolne nauki.
-Nie zrozumiesz tego i nawet tego od ciebie nie oczekuje.-Rozciągną wargi w ciepłym uśmiechu.- Jednak nasze światy różnią się nie tylko tym o czym myślisz i już niedługo dotkliwie się o tym przekonasz.
Do pokoju weszła służka
-Pan wzywa ciebie i twą narzeczoną. –Oznajmił
-Oczywiście- Odparł nie zaszczycając służki najkrótszym chodź by spojrzeniem. -Możesz odejść.
Wstał i podał mi rękę by pomóc wstać. Popatrzyłam na nią. To przypomniało mi o jeszcze jednym pytaniu. Zanurzyłam się w miodowym odcieniu jego oczu.
-Mam jeszcze jedno pytanie.- Podłam mu rękę i wstałam.-Jakie kary preferujesz wobec swych niewolnic za nieposłuszeństwo.
Przez jego oczy przepłynęła fala nieopisanej energii, zdawało mi się że stały się dosłownie niczym płynny miód, który naprawdę się poruszał jak fala na morzu. Jednak zniknęła ona tak szybko jak się pojawiła a w oczach zagościł spokój. Sebastian pochylił się nade mną i szepną mi do ucha.
-Zdecydowanie bat jednak on zdecydowanie za często tnie delikatną skórę niewiasty więc częściej stosuje się rózgę.
Nie powstrzymałam tym razem drżenia. Nie wywołała go wiadomość o bacie czy rózdze,  tyko to ostrzeżenie zawarte w wyraźnym pomruku, zanurzonym w nutach jego głosu.  Odprowadził mnie do drzwi niw mówiąc już ani słowa. Tam serdecznie żegnali się nasi ojcowie.
W ich oczach odbijało się zadowolenie, na twarzach gościł serdeczny uśmiech. Popatrzyłam na ich splecione w uścisku dłonie. Umowa została zawarta, za 2 dni wsiądę na okręt odpływający w stronę nowego świata i stanę się własnością mężczyzny, który tak pewnie teraz trzymał mnie za rękę. Pierwszy raz pomyślałam o tym w taki sposób pierwszy raz spojrzałam prawdzie prosto w oczy, a nie przez pryzmat pięknych słów i korzyści tych których kocham.
Zostanę sprzedana i nie będę miała z tego żadnych korzyści.



Lolli Beatrice

1 komentarz:

  1. Intryguje. Chce się czytać. I jest w tym wszystkim coś... dorosłego.

    OdpowiedzUsuń