niedziela, 23 sierpnia 2015

Po drugiej stronie świata

 Gdy życie zamienia się w grę

 

W pokoju panował pół mrok, rozpraszany jedynie przez wygasający ogień w kominku i światło księżyca wpadające przez okno. Wpatrywałam się w srebrną tarcze siedząc na krześle przed oknem. Wokół mnie piętrzyły się bagaże przygotowane na jutrzejszą Podróż. Zapewne było już dobrze po północy, a ja nie mogłam zasnąć. Wpatrywałam się tylko w niebo i godziłam się ze swoim losem, odczytując przyszłość z czarni nocy. Drzwi za mną skrzypnęły. Nie zadałam sobie nawet trudy by się odwrócić i sprawdzić, kto to, będąc przekonana, że to Sara.
-Siostrzyczko ?-Szept przerwał błogą cisze. Drgnęłam na dźwięk głosu mojego brata Dawida. –Nie możesz spać ? –Zapytał z wręcz autentyczną troską w głosie.
Dawid od zawsze był ulubieńcem ojca. Zawsze dostawał to, co najlepsze. Ojciec go autentyczni kochał i wiązał z nim nadzieje na przyszłość z napięciem obserwując sytuacje na dworze z radością przyjmował narodziny jej kolejnych córek i dbał o sprzyjający rozkład sił w parlamencie.
Miał wszystko, co ja zawsze chciałam mieć.
-Nie mogę.-Odparłam bez namiętnie.
-Ja też – Powiedział lekko zakłopotany. – Jak się czujesz?
-Dobrze-odparłam nadal się do niego nie odwracając.
-Nie musisz tego robić.- Wyrzucił w końcu z siebie-  Możesz się przeciwstawić, ojciec nie jest pępkiem świata, niedługo umrze, a ja jutro się oświadczam, księżnej. Zyskałem poparcie króla. Wiele jest mężczyzn, którzy oglądają się za tobą na przyjęciach i wielu z nich to na prawdę dobre partie. Zasługujesz na lepsze życie.
Zdziwiły mnie jego słowa. Nie sądziłam, że w ogóle coś zauważy tym bardziej, że się tym przejmie.
Odwróciłam w jego stronę. Siedział na jednej z walizek i przyglądał się z umęczonym wyrazem twarzy.  Gryzło go poczucie winny.
-Skąd ty wiesz czy właśnie takie życie nie jest tym, na jakie zasługuje? Sądzisz, że podjęłam bym taką decyzje nie myśląc o sobie ?-Zapytałam ze spokojem, który pozwalało mi utrzymać jedynie oczyszczony przez nocną kontemplacje umysł- Z resztą, jakie to ma znaczenie, jeśli teraz odmówię to zrzucę hańbę na ród i ty szybko stracisz poparcie króla.
Nie odpowiedział. Czuł się zagubiony i bez silny. Nie wiedział czy kłamie czy mówię prawdę, wahał się. Wygięłam ustaw ciepłym uśmiechu na poparcie moich słów o szczęściu, które znalazłam u boku Sebastiana.
-Dlatego się zgodziłaś ? –Zapytał- Czujesz się przy nim szczęśliwa ?
 Odwróciłam wzrok powrotem w stronę okna. 
-Tak- Odparłam najbardziej rozmarzonym głosem, na jaki udało mi się wydobyć z krtani.
Dawid westchną.
-Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że ojciec cię sprzedał ?- Zacisnęłam wargi. Nie odpowiedziałam. On znowu westchną-Chcesz, chociaż wiedzieć za ile zostałaś sprzedana ?
Zamknęłam oczy.
-Za ile ?-Zapytałam cichym głosem, którym odbijała się część mojego smutku.
-Za posiadłość na brzegu nowego świata i mieszek złota.
Wzruszyłam ramionami.
-Niech i tak będzie- Powiedziałam z westchnieniem.- Coś jeszcze chciałeś mi powiedzieć. ?
Zapytałam, ale właściwe pytanie brzmiało  „Czymś jeszcze chcesz mnie dobić ?”
-Nie odparł.-Słyszałam jak drzwi skrzypią, gdy wychodził.


Poranek wstał pięknym wschodem słońca, który podziwiałam od samego początku, gdy pierwsze nieśmiałe promyki pojawiły się na horyzoncie Az cała złota tarcza słońca ukazała się na błękitnym niebie.
Ktoś delikatnie zapukał do drzwi.
-Wejść- Krzyknęłam.
-Pani wzywałaś mnie.- Sara weszła do pokoju ze bólem w oczach. Jednak to nie był ból poznanej prawdy jeszcze nie. To był zwykły ból rozstania. Dopilnowałam by nie dowiedziała się o tym, co się stanie, gdy przekroczę po raz ostatni próg tego domu. Kilka ostatnich dni spędziła cały czas blisko mnie, a ostatnią noc spędziła na szukaniu ulubionej sukni moje matki, którą i tak zamierzałam się pozbyć przy pierwszej lepszej okazji.
Nowina o moim zamążpójściu została rozgłoszona podczas bankietu zeszłej nocy, gdy wśród pięknych ozdób i oklasków zgromadzonych gości Sebastian wkładał mi na palec piękny pierścionek zaręczynowy z rubinowym oczkiem. Tym samym plotki zaczną się sypać po moim porannym wyjeździe. Jeszcze żadna z dziewczyn szlachcianek nie poślubiła nikogo z jednego z książęcych rodów. Będzie to wiadomość sezonu, która obrośnie kłamstwem i domysłami, co sprawi, że będzie idealną opowieścią, klasyfikującą się, jako piękna bajką na dobranoc.
Uśmiechnęłam się do niej serdecznie dodając odwagi.
-Spokojnie, czy coś jest nie tak.- Zapytałam. Przez te 2 dni nauczyłam się panować nad kłamstwem i swoimi emocjami. 
-Jesteś szczęśliwa ?-Zapytała
-Jestem.- Odparłam, pewnie. –Będzie mi brakować wielu rzeczy, ale jednak cieszę się z tego, że zaczyna się nowy rozdział w moim życiu.
-W takim razie ja również się cieszę twoim szczęściem. – Powiedziała to z kompletnym brakiem przekonania.
-Saro- podeszłam do niej i przytuliłam ją do siebie jak małą dziewczynkę.- Wszystko będzie dobrze. Mam coś dla ciebie.
Odwróciłam się i z pośród, całej masy pudeł odszukałam to jedno najważniejsze. Było to małe zdobione pudełko. Na jej wieku i po bokach Pięły się motyw roślinne i magicznej fauny lasu. W środku był list z przeprosinami i wyjaśnieniami  i medalion, w którym to znajdował się najpiękniejszy kryształ, jaki można znaleźć. Szafir tak bardzo pasujący do jej szczerych niebieskich oczu. Po za tym jeszcze medalion wart tyle by mogła ułożyć sobie nowe życie.
-Tylko proszę otwórz go dopiero po moim wyjeździe.- Popatrzyłam jej w oczy, gdy podawałam jej pudełko.- Obiecujesz ?
-Obiecuje – Odparła. Przytuliłam ją po raz ostatni z łzami w oczach.
-Trzymaj się.
Wyszłam z pokoju a potem na dziedziniec, na którym to czekała już na mnie kareta. Zatrząsnęłam za sobą drzwiczki, żegnając się z tym, co znałam i kochałam. Teraz czekałam jedynie na uderzenie nieuniknionego.


Gdy słońce stanęło już w swoim zenicie władowywano ostatnie bagaże na pokład statku. Patrzyłam na to oparta o balustradę burty, gdzie wiatr rozwiewał mi włosy i  w zamyśle przyglądałam się zebranemu w porcie tłumowi z szczególną intensywnością ojcu z szczęśliwym uśmiechem na twarzy i bratu, który patrzył na mnie z tak przenikliwy bólem w oczach, że przenikała mnie dreszcz. Choć uśmiechał się jak wszyscy, czułam ze sprawiam mu ból, a nie wiedziałam, dlaczego. Przeciecz nigdy jakoś specjalnie się nie interesował tym, co się ze mną dzieje. Dlaczego to, co się działo go tak poruszało? Dlaczego tak usilnie zaglądał pod zasłonę iluzji i szukał za nią prawdy, która nie była nikomu potrzebna, a sprawiała jedynie ból ? 
Zacisnęłam na palce na medalionie z kryształem, który pod światło mienił się wszystkimi kolorami świata. Odziedziczyłam go po matce. To była moja jedyna pamiątka po niej. Co prawda ukradłam, gdy miała 6 lat, bo ojciec nie pozwalała nawet wchodzić do pokoju matki a co dopiero zabierać coś z tamtą, ale ja czułam jakąś wewnętrzną potrzeba posiadania czegoś po matce. Los chciał, że wybór padł na naszyjnik, który mogłabym przysiąc został namalowany na jej portrecie trumiennym i teraz powinien przebywać z nią 5 stup pod ziemią.
-Rozstania są zawsze bolesne, czyż nie ?
Spojrzałam przez ramie i spostrzegłam stojącego tuż za mną Sebastiana. Zwróciłam wzrok z powrotem w stronę wybrzeża. Statek przygotowywał się do odpłynięcia.  Pomachałam po raz ostatni dłonią do żadnej konkretnej osoby. On obią mnie w tali i położył głowę na moim ramieniu. Nie sprzeciwiałam się, choć mogłam, jeszcze mnie nie posiadł. Ślub miał się odbyć na jego ziemi na jego zasadach, a więc dopiero po podróży. Jednak walka z nim i tak nie miał by najmniejszego sensu, biernie poddałam się jego pieszczocie.
-Ale tylko ty możesz powiedzieć, co bardziej boli, rozstanie czy zdrada.-Szepną mi do ucha i delikatnie musną je ustami potem językiem. Przez moje ciało przeszedł prąd.
-Zdrada -zapytałam praktycznie nie dosłyszalnie.
-Twego ojca.- Mrukną mi do ucha.
-On mnie nie zdradził -szepnęłam bardziej do siebie niż do niego- On po prostu nigdy nie był dobrym ojcem.
Dopiero, gdy te słowa wypłynęły z moich ust zdałam sobie sprawę z ich znaczenia i z faktu, że mimo tego, że nie dopuszczałam tego do siebie przez lata naprawdę tak myślę.
Zaśmiał się cicho.
-Za to z ciebie okropna siostra, popatrz na swojego brata ciężko będzie mu się pozbierać po takiej stracie. – Drgnęłam na dźwięk jego słów.
-Co ty możesz wiedzieć ?
-Doceniamy coś, gdy staniem w obliczu straty.
Zaskoczona odwróciłam głowę w jego stronę. Perfidnie wykorzystał mój ruch, doprowadzając do tego, że nasze usta się spotkały. Wbił się w moje wargi, a ja wpleciona w jego ramiona nie mogłam zagarować, gdy wsuwał w nie język, zacisnęłam zęby. Napotykając na przeszkodę musną jedynie moją dolną wargę i się odsuną. Zdałam sobie sprawę, że zamknęłam oczy. Teraz spojrzałam w jego miodowe oczy, z których nie dało się odczytać, żadnych myśli, ani emocji.
-Postawić wszystkie żagle.- Krzyk kapitana przeszył powietrze i niczym kubeł zimnej wody wyrwał mnie z zamyśleń, których tematem był mój narzeczony. Żagle jeden po drugim napinały się pod wpływem wiatru i ruszyliśmy. Sebastian odsuną się, a ja odwróciłam się plecami do wybrzeża tak by objąć wzrokiem mojego towarzysza. Tym razem starałam się nie tracić czujności i z uwagą obserwowałam jak bierze moją dłoń do ust i z szacunkiem ją całuje. Podniósł wzrok.
-Zabawne, jesteś moją narzeczoną a ja nawet nie znam twojego imienia, a więc czy zdradzisz mi je teraz Melejdy Fritton. –Mimo, że już stał wyprostowany nadal nie puszczał mojej dłoni.
Użył mojego panieńskiego nazwiska tak jakby w wyrazie respektu dla mojej niezależności, która już długo nie potrwa. Jednak wywołało we mnie to fale urywanych przemyśleń z ostatnich paru dni.
Nie wiedziałam, czego chce. Z jednej strony władałam mną duma, która nie pozwalała mi ulec, kazała mi walczyć z jego despotyzmem i nie pozwalać traktować się jak niewolnica. Z drugiej zaś strony dochodził do głosu pesymistyczny akcent faktu, że w końcu zostałam sprzedana i prędzej czy później złamie mnie, a wcześniejsze ulegnięcie jego kaprysom uchroni mnie przed większością bólu, którą może mi sprawić mój mąż. Co gorsza jego zmienna postawa nie ułatwiała mi decyzji i nie pozwalała wyczuć jego zamiarów wobec mnie.
-Nazywam się Anastazja Wako.
Na dźwięk swojego nazwiska uśmiechną się.
-A, więc Anastazjo, chcesz mieć kajutę jedno osobową, czy wolisz dzielić ją ze mną ?
Jego pytanie mnie zaskoczyło.
Moja kultura, jeśli chodziło o rytuały zamążpójścia i inicjacji seksualnej były bardzo sztywne. Dziewczyna w dniu ślubu musiała być czysta, a pierwszy raz przeżywała w łóżku swego męża, który to miał zapewnić jej wszystko, co najlepsze, w tym i przyjemność, gdy będą starać się o swojego potomka. Z tego względu mężczyzna swój pierwszy raz miał wcześniej z jedną z kobiet, które zajmowały się ćwiczeniem młodych chłopców w dziedzinie łóżkowych sztuk.
Swoją drogą mimo faktu, że te kobiety tak naprawdę były zwykłymi dziwkami, żyły na wysokim poziomie. Miały wspaniałe dworki i niesamowite dochody. Jednak pozbawione były rzeczy najważniejszej, miłości. Nie mogły mieć męża a jeszcze przed zaczęciem nauki u doświadczonej nimfy, bo je tak na dworach nazywano, była pozbawiana możliwości posiadania dzieci.
Dla chłopca wchodzącego w dorosłość takie „zajęcia” były równie obowiązkowe jak i umiejętność władania mieczem, czy znajomość historii. Przyjemność podczas wspólnych nocy miała kobiecie wynagrodzić ból podczas wydawania na świat dziecka, któro w przyszłości miało odziedziczyć majątek. 
Jednak mężczyzna mógł mieć tylko jedną mentorkę i to przez okres półrocznej nauki później musi ćwiczy wstrzemięźliwość, aż do ślubu. Wszelkie akty z obu stron poza tymi wyjątkami karane był wykluczeniem nieczystych kochanków poza margines społeczny. Okryci byli hańbą, której nie mogli zmazać.
- Co ? – Zapytałam. Próbowałam wyczuć intencje jego pytania. Może w ich kulturze jest inaczej ? Kto wie, jakie dziwactwa oni wyznają.
-Och skarbie ja bym mógł cię wziąć nawet teraz na tych deskach, ale mogę poczekać, aż w końcu skończy się ta cała szopka, którą wszyscy ode mnie wymagają.- Mówiąc to zrobił pół kroku do przodu i przycisną mnie do balustrady. Nie dając mi szans na powstrzymanie go, mimo tego, że się szarpałam. Dłoń, którą cały czas trzymał teraz przycisną do drewnianej przeszkody za moimi plecami.
Czułam bliskość jego ciała, która wywołała przyjemny dreszcz. Nasze nosy spotkały się.
-Mam jednak nadzieje, że rozumiesz, iż nie zamierzam czekać dłużej niż do nocy poślubnej. Nie jestem dostatecznie obeznany w tych waszych zwyczajach by wiedzieć, na co wy sobie pozwalacie a na co nie, ale u nas moja kasta może tylko raz wybrać osobę, z którą będzie chciał spędzić resztę życia i dlatego zbliżenia dopuszczalne się już w okresie narzeczeństwa.
-A, jeśli zaręczyny zostaną zerwane ? – Zapytałam starając się zrozumieć to, co właśnie usłyszałam. Czyli można się zakochać tylko raz ?
-To się nie zdarza. – Odparł- A więc złotko czy te trzy miesiące robią ci różnice, czy nie ?
Wzięłam głęboki oddech. Widziałam ogień w jego oczach, który potwierdzał jego słowa, pragną mnie. Jednak dawał mi wybór, wstrzymywał się, chociaż co prawda nie musiał, bo zgodziłam się na jego zasady, więc powinnam się podporządkować jego kulturze. No właśnie miałam wybór, ale czy ulec ? Jakie będą konsekwencje mojego Tak, a jakie mojego nie?
Bałam się, przed oczami stanęły mi wizje z opowieści Sara. Czy on też jest taki okrutny ? To, dlaczego daje mi wybór ? W co on gra ?
-Chce zostać sama.- Szepnęłam zagubiona.
- Więc choć pokarze ci twoją kajutę.- To mówiąc odsuną się ode mnie.

Lolli Beatrice

1 komentarz:

  1. Dobrze. Dorosłe, intrygujące, i chce się czytać. Zgrzytało mi tylko przy tych zajęciach z seksu u chłopców, ale może po prostu im zazdroszczę przygotowania? Jakiejś pewności? Korekta to swoją drogą, wiem, jak to u Ciebie jest xD

    OdpowiedzUsuń