wtorek, 30 lipca 2013

Tajemnica

Atak 

Był zimny poranek. Wszystko po nocnej zawiei pokrywała gruba warstwa śniegu. Czekała mnie jeszcze jakieś 10 minut prze las i stanę na przystanku autobusowym gdzie zapewne już czekała na mnie Eliza. Moja najlepsza przyjaciółka, która dodawała całą paletę kolorów do mojego nudnego życia. Wkroczyłam w gąszcz drzew, który oddzielał nasz mały jednorodzinny domek od reszty świata. Niektórzy ludzie nie wytrzymali by takiego kompletnego odcięcia się od świata jednak moja rodzina lubiła spokój, jaki dzięki temu uzyskiwała. Las składał się głównie z drzew iglastych, choć od czasu do czasu zdarzyło się jakieś zabłąkany dąb czy kasztan. Kochałam przechodząc przez ten gąszcz zieleni, który poprawiał mi humor i przywodził wspomnienie wiosny, gdy wszystko się odradza i rozpoczyna się nowy cykl życia. Mimo tego zima, jako ostatnia pora roku często uosabiana ze śmiercią dla mnie niosła niesamowity spokój i dawała niesamowitą inspiracje. Cała natura zdawała się spać pod cieplą kołdrą z śnieżnego puchu odpoczywając i czekając, aż Kora powróci na łono swojej matki z podziemnego królestwa. W sumie każda pora roku jest cudowna i ma swój niepowtarzalny urok.
Z rozmyślań wyrwała mnie nagłe pociągniecie za szalik, który zsuną mi się z szyi. Chciałam się odwrócić. Nie zdążyłam. Ktoś złapał mnie w żelaznym uścisku od tyłu. Położył mi rękę na ustach ścisną ramieniem moją szyje odcinając dostęp powietrza. Jego siła mnie oszołomiła. Mimo mojego szarpania i rozpaczliwej walki nawet nie drgną. Zaczęłam się dusić. Przed oczami pojawiły mi się migoczące mroczki. Ostatnią rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę do fakt, że jego ręce były przeraźliwie zimne.

Obudziłam się. Było mi zimno. Na skórze czułam gęsią skórkę, ledwo panowałam nad drżeniem ciała. Ból głowy otępiał zmysły i uniemożliwiał dobre zorientowanie się w sytuacji. Swobodny ruch utrudniał mi zdrętwiałe dłonie spętane za moimi plecami. Otworzyłam oczy. Dłuższą chwile zajęło mi przyzwyczajenie się do egipskich ciemności panujących w pokoju. Było to małe pomieszczenie prawdo podobnie całe z drewna. Okna były zabite deskami i wpuszczały do środka jedynie dwa promienie słońca, w których świetle tańczyły drobinki kurzu. Dopiero po dłuższej chwili udało mi się wypatrzeć ciemną postać stojącą w rogu pokoju. Widziałam jedynie sylwetkę nic innego nie potrafiłam dostrzec. Po chwili postać drgnęła i ruszyła w moją stronę. Instynktownie chciałam się odsunąć, ale jedynie przylgnęłam palcami do ściany, która odcięła mi drogę ucieczki. Kiedy pochyliła się nade mną złapał mnie za podbródek i zmusił żebym spojrzała mu w oczy. Miały kolor głębokiego szkarłatu. Moim ciałem wstrząsną dreszcz tym razem już niespowodowany brakiem kurtki i zimnym wiatrem hulającym po pomieszczeniu.
- Kim jesteś ?- Zapytał głębokim przenikliwym głosem. Nie mogłam nic powiedzieć. W moim gardle była gula, której za nic w świecie nie mogłam usunąć. Mogłam patrzeć się w te jego przerażające oczy. Tonęłam w nich. Dosłownie.  Ciemna toń pochłonęła mnie niczym wody oceanu i tak samo jak pod szklaną taflą straciłam oddech nie mogąc go zaczerpnąć. Otworzyłam usta, lecz to nie przyniosło żadnego efektu. Dusiłam się. Wtedy on puścił mnie i odwrócił głowę. Znów mogłam oddychać. Jednak nieznajomy nie wstał widziałam rysy jego twarzy podkreślone delikatnie przed nikłe światło. Patrzył się w ciemność w zamyśleniu.
-Interesujące- Szepnął. Nim zdążyłam się zorientować jego wargi były przy moim uchu a dłoń oparta była o ścianę w taki sposób by ramieniem uniemożliwić mi odsunięcie się na bok.  Poczułam jego zimny oddech. Zamarłam w wyczekiwaniu modląc się w duchu, ciemne scenariusze rysujące się w mojej głowie jednak się nie spełniły.
- Nie wiesz, czym jesteś czy nie chcesz powiedzieć ? – Szepną mi wprost do ucha. Zaczęłam oddychać szybciej. Nie mogłam się poruszyć mięśnie zastygły sparaliżowane przez strach tylko serce gnało w szaleńczym galopie, tłukąc się bezsilnie o żebra jak ptak w klatce.
Jękną mi do ucha, wyrażając swą tęsknotę za czymś, co jest tak blisko.
-Uspokój się skarbie- Jego szept wywołał kolejną fale dreszczy- Nie zrobię ci nic z rzeczy, które chodzą ci po głowie. Nie przepadam za oddziewiczaniem małych dziewczynek. Wole kobiety doświadczone.
W jego głosie usłyszałam cichy pomruk. Jego wargi musnęły moje ucho i zaczęły przesuwać się niżej. Piekielnie powoli jakby mój oprawca chciał przedłużać moją mękę w nieskończoność. Bliskość jego ciała i to nieskrywane porządnie, które manifestował zaprzeczało jego słowom i potęgowało mój strach.
-Wiesz, kim jestem ?- Zapytał. Nie odpowiedziałam, jednak on najwidoczniej nie oczekiwał odpowiedzi. Jakby wyczytał w moich myślach to stanowcze „Nie”, które nie chciało mi przejść przez gardło.
-A wiec nie wiesz, kto cie zabije ?- Zapytał z nutą niedowierzenia w głosie.– Nie spodziewałam się takiego nierozsądku po tak znamienitej rodzinie jak twoje. –Drgnęłam. Nie rozumiałam sensu jego wypowiedzi. Odezwała się we mnie wrodzona ciekawość, która przezwyciężyła nawet strach.
-Kim jesteś ? –Pytanie zadane zachrypniętym, cichym głosem zawisło w powietrzu.
-Spokojnie skarbie, twój ojciec na pewno będzie wiedział, komu zawdzięcza stratę córki- Po jego słowach łzy pociekły mi po policzkach, jednak szloch nie wydobył się z mojego gardła. Przed oczami pojawiła mi się postać mojego kochanego ojca. Co miał na myśli ten sukinsyn mówiąc te ostatnie słowa ? Czułam tylko jak jego zimne wargi przesuwają się powoli w dół. Ku mojej szyi. Zatrzymał się. Złapał mnie tak, aby zasłonić mi usta dłonią , po chwile prawie zaborczym gestem przechylając ją na bok. Poczułam ukucie. Kropla czegoś nadzwyczaj ciepłego w porównaniu z dotykiem zabójcy spłynęła mi po szyi.
Co się dzieje ? Ostatnia myśl jak błysnęła mi w głowie zanim rozpaczliwe zaczęłam walczyć o życie. Zaczęłam się dusić. Otworzyłam usta by nabrać oddech, ale tlen zamiast przynieść ulgę utkną w gardle. Przez moje ciała przechodziły konwulsyjne dreszcze, co sprawiało, że mężczyzna jeszcze bardziej wzmocnił uścisk. Z każdą chwilą przestawałam czuć swoje ciało coraz bardziej zatapiając się w białą mgłę, wśród której, czułam się coraz swobodniej. Patrzyłam na dwie splecione postacie w małym ciemnym pomieszczeniu. Ciemnowłosy mężczyzna przyssany był do szyi rudowłosej kobiety niczym pijawka do ofiary. Nagle mężczyzna wstał, porzucając ciało dziewczyny, któro wiło się na ziemi miotane nieznanymi siłami. Gdy tylko to zrobił mgła wokół mnie zniknęła a ja zaczęłam spadać, gdy mój duch dotkną ziemi poczułam palące języki ognia liżące każdy nerw mojego ciała z osobna. Czy to piekło ?  Słyszałam urywany oddech, swój oddech.  Przez zasłonę bólu usłyszałam huk. Tupot kilkunastu par ciężkich butów. Nastała ciemność, która nie przynosiła ukojenia.

Obudziłam się w jasnym pokoju. Coś blisko mnie pikało w stałym rytmie. Powoli wracałam mi świadomość. Usłyszałam tłumiony szloch. Próbowałam odwrócić głowę w stronę źródła dźwięku, jednak nie miałam w sobie wystarczająco dużo siły. Spróbowałam otworzyć oczy. Nawet to było dla mnie wyjątkowo męczące. Oślepiające białe światło. Jęknęłam. Natychmiast poczułam ciepła dłoń na swojej.
-Wszystko będzie dobrze kochanie. – Usłyszałam ciepły głos mamy. Jednak łamał się odzwierciedlając ból i smutek, które teraz nią władały. Moja matka nigdy nie płakała nie okazywała emocji zawsze opanowana jednak czuła. Moje ciało odmówiło współpracy. Nie byłam wstanie odpowiedzieć. Nagle opanowała mnie niewyobrażalnie senna. Odpłynęłam w sen bez obrazów wypełniony spokojem i ulgą. Nareszcie poczułam się bezpieczna.
Obudziłam się znowu, nadal zmęczona. Nie miałam tym razem nawet siły by otworzyć oczu. Leżałam w bezruchu skupiając się na swoim oddechu. Po chwili usłyszałam stukot obcasów o ceramiczne płytki za nim odgłos ciężkich kroków, zapewne mężczyzny.
- Nigdy nie spotkałam się z podobnym przypadkiem- Odezwała się ciepły kobiecy głos. Należący zapewne do osoby młodej –Jednak jej stan jest stabilny wyjdzie z tego tylko potrzebuje odpoczynku
-Uhm- ktoś mrukną, po dłuższej chwili. Ciekawe czy to mój tato.
- To wygląda jak robota tej sekty, o której ostatnio tak głośno. Już kilka ich ofiar trafiło do prosektorium. Jednak z tamtych ciał spuszczono całą krew, pańska córka miała niesamowite szczęście. Tan świat zaczyna wariować. Nie uważa pan ?
- Hmm….- Zapytała mężczyzna jakby lekko nie przytomny- Przepraszam czy mogłaby pani powtórzyć pytanie ? –Nie to nie był mój ojciec, to ktoś inny jednak głos wydawał mi się znajomy.
-Co pan myśli o tych atakach ?– Powtórzyła cierpliwie pielęgniarka.
- Myślę, że to jakaś sekta wampirów. Wie pani wypalają dziury dłutem a potem spijają krew. Teraz dzieciaki uważają zabijanie za zabawę. Straszne –Westchną - taka era. 
Do pomieszczenia weszła kolejna osoba.
-Obudziła się ?- Zapytał schrypnięty głos, osoby, która najwidoczniej była zmęczona życiem. To był głos mojego ojca.
-Jeszcze nie-odpowiedziała pielęgniarka. –A pan jest ?
-Jej ojcem.- Odparł mężczyzna zmęczony i lekko zirytowany.
-Och.- Powiedziała lekko zmieszana kobieta- Jednak sądzę, że niedługo powinna się obudzić, w razie, jakich kolwiek problemów proszę dzwonić, dzwonkiem. – Pospieszne kroki cichnące z każdą chwilą. Gdzieś w pobliżu coś zaskrzypiało.
-Trzymaj się Dariusz, nic jej nie będzie zobaczysz to silna dziewczyna, tak jak Eliza.
Mężczyzna również wyszedł, co wynikało z cichego szumu otwieranych i zamykanych drzwi.
Poczułam ciepły oddech ojca przy moim uchu.
- Złapie tego skurwiela, co ci to zrobił Anabell- Szepną mi do uch łamiącym się głosem-Obiecuje. –ścisną moją dłoń, wręcz czułam emocje, które nim targał. Ból, rozpacz, nienawiść.
Anabel tylko tato mnie tak nazywał. Wszyscy inni mówili na mnie Daria tak jak jest wpisane w urzędowych rubrykach, ale Anabel to też moje imię nadane przez ojca, który w buncie przez całym światem nazywał mnie imieniem, które sam wybrał. Teraz używał go zawsze, gdy chciał pokazać jak bardzo mnie kocha i zależy. To coś, co mamy tylko my.

Czas mijał niezwykle powoli, a ja odzyskiwałam siły. Zaczęłam otwierać oczy. W szpitalnej Sali gdzie wracałam do zdrowia były trzy łóżka jednak dwa pozostałe były puste. Na łóżku obok mojego spał mój tato albo moja mama. Zawsze ktoś przy mnie był. Przez cały czas byli wyjątkowo spokojni i starali się krzepić mnie swą postawą, ale w ich oczach widziałam to, jacy są zmęczenie i zmartwieni. Leżałam w zwykłym szpitalnym łóżku takim jak każde, przy którym stał metalowy stolik gdzie stał wazon z kwiatami od mojego przyjaciela, które według jego słów miały rozproszyć chory nastrój. Czerwone róże, moje ulubione. Po za tym trochę przedmiotów, którymi można by zając myśli, telefon, pilot.
W nadgarstku tkwił weflon. Co było trochę przerażające. Łączył mnie on z woreczkiem pełnym białego płynu, który przez długą rurkę spływał do moich żył przynosząc ulgę. Miałam na sobie biało koszule na pewno szpitalną i basen pod łóżkiem.
Przez to i ciągły brak sił czułam się niedołężnym ciężarem.  Nie cierpiałam być od czegoś czy kogoś zależna i nigdy nie chciałam nikogo obciążać sobą samą. Jednak teraz, gdy przez kilka dni nie mogłam utrzymać w dłoni nawet widelca pomoc była konieczna. Z wielkim radością przyjmowałam to, że wracają mi siły i jestem sama jeść, a kiedy odłączyli ode mnie ten ohydny basem byłam wniebowzięta. Niestety wraz z powrotem zdrowia wracały też wspomnienia, a mój umysł zawzięcie nie chciał się ich pozbywać, zmuszając mnie to przeżywania koszmaru, co noc z coraz większą ilością szczegółów. Te niespokojne noce skończyły się dopiero, gdy udało mi się namówić pielęgniarkę na dawkę środków nasennych, które dawały tak piękny sen pozbawiony bolesnych wizji. Jednak nie można było nic wywnioskować, gdyż były chaotyczną zbieraniną urywek wspomnień, którym towarzyszył strach.

Po miesiącu spędzonym w szpitalu w końcu wróciłam do domu. Jednak do szkoły udam się do Piero po zakończeniu ferii zimowych, które bądź, co bądź rozpoczynają się za niecały tydzień. Lekarz kazał mi odpoczywać i przebywać dużo czasu na dworze nie wiem, co zdrowego jest w siedzeniu na mrozie, ale niech mu będzie. Nic się nie zmieniło oprócz tego, że na moim biurku leżał posegregowane, kserówki, których ilość mnie wręcz przytłaczała. Moja mama postarała się żebym mogła nadrobić szkolę zalęgłości z dni, gdy byłam nie do końca sprawna. Po miesiącu lenistwa teraz czas na ciężką prace. To już pierwszy rok gimnazjum, a nie podstawówka. Westchnęłam. Położyłam się na swoje łóżko na swojej miękkiej pierzynie. Jęknęłam z przyjemności. Mój pokój znajdował się na poddaszu. Miałam tu szafę robioną na wymiar, biurko, szafkę całą zawaloną książkami i małżeńskie łóżko z powieszonym nad nim zasłoną przeciwko latającym komarom. Ściany były pomalowane na zielona, a skośny sufit z dwoma oknami dachowymi na biało. W paru miejsca narysowałam ozdoby farbami akrylowymi. Wszystko było takie spokojne. Czułam się tak bezpiecznie. Zamknęłam oczy rozkoszując się tym stanem, jak na zawołanie z ciemność wyłoniły się te przerażające szkarłatne oczy. Zaskoczona nagle zmąconym spokojem z turlałam się z łóżka. Mój oddech nieznacznie przyśpieszyła poczułam krew pulsującą w skroniach. Zmęczona wstałam. Chciałam zejść na dół i napić się czegoś, kiedy usłyszałam krzyki. To rodzice kłócili się w kuchni. Nigdy jeszcze nie słyszałam żeby tak na siebie krzyczeli. Oczywiście jak w każdej normalnej rodzinie moi rodzice się kłócili. Były wyrzuty był krzyki, ale nigdy nie takie głośne jak teraz. Ze szczytu schodów słyszałam ich wyraźnie.
-Ona nie jest już dzieckiem! Powinna wiedzieć !- Krzyczała mama.
- Może i nie, ale nie jest jeszcze gotowa. – Krzyczał mój tata. Zaciekawiona zeszłam 2 stopnie na dół.
- Ona zasługuje, aby wiedzieć! Co więcej ona już powinna się uczyć ! –Kolejne dwa stopnie
- Chcesz ją jeszcze bardziej załamać ! –Dalej w dół
- Ją załamać ?!  Chyba ciebie, zrozum nie możesz jej chronić przez całe życie, trzymać pod kloszem !- Pomału i po cichu schodziłam dalej.
- Ja chce ją chronić ! – Moje skarpetki dotknęły chłodnych płytek.
-To zacznij za nią jeszcze chodzić !- Krok w stronę kuchennych drzwi.
- Jeśli to ma pomóc to tak !- Krzyki są coraz głośniejsze.
-Jesteś jak dziecko! Już najwyższy czas, ona ma już 13 lat !- Sięgnęłam do klamki.
- Jeszcze nie !- Moje palce zaciskają się na jej gładkiej fakturze.
-Czego się boisz ! To nasza córka zasługuje na to!- Naciskam na klamkę.
- Poczekajmy na właściwy moment !- Drzwi stają otworem. Rodzice stoją, a rozdziela ich jedynie stół jadalny. Kiedy weszłam oboje spojrzeli na mnie zaskoczeni.
- Co powinnam wiedzieć ?-Zapytałam lekko zdenerwowana.
- To jest właściwy moment – Odezwała się mama –Kochanie …..
-Nie ! Nie nie nie nie- Przerwał jej tata. Lekko załamany i jakby zagubiony. – To nie jest właściwy moment. – Mama popatrzyła się na niego wściekle.
- A co masz zamiar czekać aż się dowie od kogoś innego ?!-Nigdy jeszcze nie widziałam mamy tak zdenerwowanej.- Wtedy dopiero będzie mało odpowiedni moment.
- Nie, nie dowie się ! Powstrzymam go. – Mama zaśmiała się gorzko na dźwięk tych słów
- Narazi nie udało ci się nawet natrafić na jego trop.- Krzyknęła.
- Zaraz, o co chodzi- Krzyknęłam zrozpaczona. –O co w tym wszystkim chodzi ? Co powinnam wiedzieć ? Czy ten mężczyzna wróci ?- Zadając ostatnie pytanie instynktownie dotknęłam blizny, pamiątki po niedawnej przygodzie.
- Widzisz jeszcze nie czas. –Sykną mój ojciec, kiedy po moich policzku popłynęła łza goryczy i strachu.
Matka wypadła z kuchni trząsnęła drzwiami od sypialni z taką siłą, że aż dziwne, że nie wypadły z zawiasów. Ojciec popatrzyła mnie smutnym wzrokiem. Wybiegłam z kuchni. Gdy dobiegłam do swojego pokoju zamknęłam drzwi i przekręciłam klucz w zamku. Rzuciłam się na łóżko i płakałam. Płakałam tak długo aż zmęczenie porwało mnie w głęboką krainę Morfeusza. 


Lolli Beatrice

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz