czwartek, 18 lipca 2013

Umowa

 "Bóg dał nam życie, ale rządzi światem diabeł." 

Carlos Ruiz Zafon


Zimny wieczór wczesnej jesieni. Księżyc schował się pod grubą warstwą chmur. Światło dawały jedynie latarnie uliczne i lampy za oknami domów. Schowałem się w cieniu i przyglądałem się delikatnej postaci zbliżającej się do drzwi jednego z wielu domów na peryferiach małego miasteczka. Powoli nacisnęła dzwonek. Rozległ się jego stłumiony dźwięk. Drzwi otworzyła spłakana kobieta. Gdy zobaczyła, kto stoi na progu jej domu jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Z niedowierzaniem przytuliła swoją niedawno zagubioną córkę. Po jej policzkach popłynęły świeże łzy, tym razem już nie bólu, lecz wzruszenia. Wprowadziła ją do domu. Mogłem sobie wyobrazić radość pozostałych domowników. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Mimo tego, że ona jest ostatnią z porwanych, która wraca do domu pierwszy raz uczestniczę w takiej scenie. Zazwyczaj podrzucało się nieprzytomną dziewczynę gdzie ktoś mógł ją znaleźć i już nigdy się o tym nie myślało. Jednak ta dziewczyna jest inna. Jest w niej jest ta odwaga, która pozwala na poświęcenia.
Pokręciłem głową, by odgnić tą myśl.
-Nie- mruknąłem pod nosem- ona jest po prostu głupia.
Cały czas będąc w cieniu przemknąłem się do zaniedbanego sadu obok opuszczonego domostwa sąsiadującego z tym przeze mnie obserwowanym. Nie zważając na ilość chwastów i wilgotną ziemie usiadłem sobie pod drzewem i przyglądałem się. Najwięcej uwagi skupiałem na oknie na poddaszu gdzie, jak mi wcześniej mówiła, znajduje się pokój dziewczyny. Wokół panowała cisz, żadnych ludzi tylko zwyczajowe, nocne odgłosy. Wszędzie wokół grały swoją pieśń owady. Gdzie na wiosce szczekał pies, a w pobliżu pohukiwała sowa. Tą swoistą symfonie przerywał tylko od czasu do czasu warkot przejeżdżających samochodów. Mimo tego, że z upodobaniem wsłuchiwałem się w nocną muzykę, nie traciłem czujności ciągle przyglądając się pokojowi na poddaszu. Po dłuższej chwili do pokoju wpadły dwie małe dziewczynki jedna miała nie więcej niż 3 lata a druga ok. 7 za nimi do pokoju weszła moja dziewczyneczka. Przyglądałem się jak z czułością przytula swoje obydwie siostry i jak te niechętnie wychodzą, by dać swojej siostrze upragnioną chwile odpoczynku. Przez małe okienko nie mogłam zobaczyć wszystkiego. Widziałem jak stara się utrzymać, że już po wszystkie, że wszystko w porządku. Jak wraca po prysznicu w turbanie z ręcznika na głowie i udaje, że się kładzie spać. Widziałem jak jej mama przychodzi i głaszcze swoją „śpiącą córkę”. Czekałem na to, aż wszyscy zapadną w błogi nieświadomy sen. Musiało być już dobrze, po 2 gdy okno na poddaszu się uchyliło. Leniwie podniosłem się z ziemi. Kilkoma sprawnymi susami znalazłem się na parapecie. Ona siedziała na łóżku. Wbiła we mnie zimny, zmęczony wzrok. Pokój oświetlała jedynie lampka nocna.
- Czego chcesz ?- Wysyczała.
-Widzisz sądziłem, że teraz łatwiej przyjmiesz zasady przebiegu naszej umowy. –Powiedziałem spokojnie
-Przecież już je przyjęłam- odparła zmęczonym głosem
-Zasady samej umowy i owszem, ale jej przebiegu jeszcze nie. – Spojrzała na mnie pytająco- będziesz pod ciągłą obserwacją moją albo jednego z moich ludzi. W szkole, w domu i w każdym innym miejscu. Więc się lepiej przyzwyczaj do mojej obecności.-Widziałem przebiegający po jej twarzy wyraz niezadowolenie, ale nic nie powiedział.- Po za tym piśniecie słówka komukolwiek oznaczać będzie zerwanie naszej umowy. My znów zaczniemy polować, a ty staniesz się…..
- Zabawką.- Skończyła za mnie pustym głosem.
-Tak jakby.- Odpowiedziałem
Odwróciła głowę.
- Coś jeszcze?- Zapytała już na mnie nie patrząc.
- W sumie nic –odparłem w stając.
-W takim razie ja też mam pewną zasadę do wprowadzenia- Odparła w miarę pewnie, choć lekko zachrypniętym głosem. – Po cała ta nasza umowa bez nich nie będzie miała sensu.  Chce by wasze obserwacje były prowadzone tak żeby mi nie utrudniać życia i macie mi nie utrudniać wykonania zadania.- Skończyła patrząc na mnie wyczekująco.
- Niech będzie skarbie. – Uśmiechnąłem się do niej.Jednak wbrew jej oczekiwaniom nie odwróciłem się w stronę okna tylko ruszyłem w jej stronę. Cofnęła się. Gdy byłem już blisko wstała i próbowała się ode mnie oddalić. Zdążyłem ją jednak złapać za rękę i pociągnąć za sobą powrotem na łóżko. Przyciągnąłem ją do siebie. Drugą rękę położyłem jej na szyi jednocześnie wplatając palce we włosy. Sprzeciwiała się próbowała mnie od siebie osunąć, wyrwać mi się, jednak jej starania spełzły na niczym. Moje usta znalazły się przy jej uchu.
- Jeszcze mi nie zdradziłaś jak masz na imię? – Szepnąłem jej do ucha.
-Sara- warknęła. Nadal próbując walczyć.
- Ładne imię- mruknąłem jej do ucha, zanim zacząłem posiłek. Jak się zorientowała, co chce z nią zrobić jej miotani stały się wręcz rozpaczliwe. Nie zważając na jej protesty całowałem ją delikatnie. Jej ruchy stawały się coraz słabsze. W końcu całą energie skupiła na tym by zachować świadomość. Jej upartość była wręcz niesamowita. W końcu odpłynęła w sen. Delikatnie ułorzyłem ją w łóżku i przykryłem ją kołdrą. Zgasiłem lampkę. Przez chwile przyglądałem się jak tak bezbronnie śpi. Jej krótkie ciemną brązowe włosy układały się na poduszce w kształt aureoli. Jej ciepłe, głębokie brązowe oczy były zamknięte, a na jej okrągłej twarzy malowała się wyraz spokoju. Pod kołdrą kryło się zwinne ciało. Pokręciłem głową.
- Stary zboczeniec- napomknąłem sobie pod nosem- Za rok.
Wyciągnąłem z kieszeni małe zawiniątko. Położyłem je na poduszce. Zrobiłem wsyztko co do mnie należało. Wyskoczyłem przez okno. Wylądowałem bezszelestnie na brukowanym podjeździe. W ciemnościach, jakie zapadły po tym jak wszyscy sąsiedzi pogasili światła i w ramach oszczędności wyłączono wszystkie lampy uliczne nikt nie zauważyła mego manewru. Mimo wszystko się rozejrzałem. Schowałem ręce do kieszeni i spokojnie ruszyłem w stronę zaparkowanego w lesie motoru.  Założyłem kask i wyjechałem na utwardzoną, polną drogę.


Lolli Beatrice

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz