sobota, 3 sierpnia 2013

Koszmar

Znasz takie noce ten destrukcyjny moment gdy zamiast zanurzyć się w ciemność nieświadomości, bądź w świata stworzonych z niejasnych obrazów, zaczynasz.......



Spadać...
Zimne powietrze wiruje wokół. Kierunki świata zatarły się tak jak kontury otaczającej cię rzeczywistości. Oddech zatrzymał się w piersi. Dusisz się nie wiadomo czy z pędu powietrza czy ze strachu przed upadkiem. Koniec, ból, rozpacz, panika gdy wodna toń przyjmowała twoje ciało niczym część własnego jestestwa. Szarpał i traktował niczym śmiercią, pragną rozerwać na kawałki to co schwytał. Próbujesz się ratować ? Jest za późno. Toniesz w ostatnim impulsie rozpaczy z twojego gardła uciekają ostatnie cząsteczki powietrza a jego miejsce zastępuje palący płyn.

Biec...
Ciemność otacza cię ze wszystkich stron niczym kurtyna. Pęd wiatru rozwiewa włosy. Drzewa wyrastają tuż przed tobą, a ty modlisz się, by je minąć. Liście zamiast tłumić dźwięk twoich kroków wydają z siebie przerażające skrzypnięcia, które odbijały się echem w twojej głowie, podobnie jak ten przerażają świst powietrza w gardle drapieżcy za twoimi plecami. Nie drzewo, a korzeń okazał się zdradziecki. Desperacko próbujesz złapać równowagę. Dłonie zanurzyły się w mieszaninę ziemi i liści. Odruchowo odwracasz się na plecy w samą porę by stanąć oko w oko z złotymi oczami skaczącego drapieżnika. Kły rozrywają tętnice, szybciej niż źrenice dostosują się by zaobserwować śmiercionośny cios.

Czekać...
Bo tylko to możesz patrząc na zbliżającą się śmierć. Stał tam pewny, zimny, okryty przez ciemność, która doskonale obrazowała aurę obojętności którą żywił wobec twego życia. Za nic miał twoje myśli i uczucia. Byłaś po prostu kolejnym problemem, którego należało się pozbyć. Śmieciem, który należy wyrzucić. Plecy oparte o betonową ścianę, spocone palce badały nierówną powierzchnie w nerwowych trikach. Oczy szkliły się nie tylko z przerażenia. Rozległ się huk. Pocisk leciał w niezwykle zwolnionym tempie zanim przebił się przez skórę, na piersi. Zwinie wślizgną się między żebrami. Ciało przeszedł dreszcz konwulsji, a z ust wypłynęła krew.  Nie poczułaś nawet jak osunęła się na ziemię. Łza spłynęła z policzka w powiększającą się kałuże krwi, jednak kula nie sięgnęła serca.

Lolli Beatrice

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz