poniedziałek, 20 stycznia 2014

Exodus młodych 4.0

Najpiękniejsze 3 dni życia. Zebrało mi się na wspomnienia ;))


Jest to spotkanie młodzieży odbywające się w Zwierzyńcu (taka mała miejscowość w województwie Lubelskim odrobinę na zachód od miasta idealnego, czytaj Zamościa). W teorii jest to spotkanie młodzieży z diecezji zamojsko-lubaczowskiej jednak przyjechać na nie może każdy. Trwa ono przez trzy dni sierpnia.
Jest to zjazd moździerzy może nie tyle chrześcijańskiej, a takiej która szuka boga lub chce doznać jego obecności i zbliżyć się do niego. Program ogólnie opiera się na wykładach z ciekawymi ludźmi, codziennej mszy świętej, wieczornym koncercie i Tańcu (cały dzień praktycznie wspólnie tańczymy, czysta zajebioza. Uwierzcie mi <3). Wszystko to (tak jak widać na zdjęciu powyżej) odbywa się na świeżym powietrzu. Oczywiście mamy również sporo czasu dla siebie, choćby na relaksujące spacery po spokojnym zwierzyńcu, który z wyglądu przypomina miasto, jednak dla turystów ma klimat sielankowej wsi. Blisko pola namiotowego jest park i jezioro także jest gdzie odpocząć.
Sam exodus jest niesamowitym przeżyciem, można poznać wielu wspaniałych ludzi. Po za tym klimatu tego spotkania nie da się zamienić na nic innego. To aż dziwne że ludzie mogą być dla siebie aż tak mili. Jednak głównym celem jest przemiana wewnętrzna. Mi naprawdę bardzo dużo dało to spotkanie, wiele się na nim dowiedziałam o samej sobie i równie wiele nauczyłam. Nie żałuje że tam pojechałam i już tęsknie za tym miejscem. W tym roku na pewno tam pojadę i wyciągnę swoje przyjaciółki. W zeszłym roku pojechałam spontanicznie, spakowałam się po 22, pojechałam sama,a co zabawne jak ksiądz powiedział, ze to nie przypadek, że tu jesteśmy wiedziałam że ma racje. Ja na pewno nie byłam tam przypadkiem.



Chciała bym wam jeszcze zacytować coś co napisałam niedługo po spotkaniu jako swoje świadectwo.


"Od samego początku wiedziałam, że w tym spotkaniu jest coś niezwykłego. Przez ostatni rok coraz bardziej popadałam w mrok grzechu, ale codziennie (może opuszczając 3-4 dni) modliłam się o siłę, o pomoc. Pacierzem, przed snem. Na Exodus miałam nie jechać, bo nie chciałam być sama, jednak namówiła mnie koleżanka, której rodzice nie pozwolili jechać, i o 21 dzień przed Exodusem spakowałam się, a rano pojechałam. Kiedy ksiądz na wstępie powiedział, że to nie jest przypadek że tu jesteśmy, wiedziałam że ma racje. Ja na pewno nie byłam tam przypadkiem.
Miałam też w czasie spotkania myśli, by z tamtą odejść przed końcem, jednak zawsze coś mnie zatrzymywało. Te wszystkie osoby, które Bóg postawił na mojej drodze.

W środę podczas adoracji nie miałam planów zostać do końca, już po pierwszych dwóch minutach postanowiłam udać się do spowiedzi jednak, gdy zobaczyłam jak dużo osób stoi w kolejce postanowiłam wrócić, tam wymieniłam moją koleżankę, która poszła do spowiedzi, zostałam pilnując miejsca i modląc się. Po kilku minutach miała przyjść inna moja znajoma by mnie zmienić, jednak zjawiła się dosłownie na koniec adoracji, gdy już było po wszystkim. Podczas tej adoracji popłakałam się, teraz już nie jestem pewna dlaczego, ale wiem że potrzebowałam tego już od dawna.

Po adoracji i spowiedzi pierwszy raz od dawna postanowiłam po wsiąść twarde postanowienia, pierwszy raz od roku miałam nadzieje na to że uda mi się wyjść z nałogu. Jednak tego dnia gryzł mnie inny grzech, zazdrość. Zazdrościłam szczęścia miłości tym wszystkim parom i szczególnie jednej. Pierwszy raz dostrzegłam ten grzech choć towarzyszył mi już od bardzo dawna. Biłam się z czarnymi myślami cały dzień. Straciłam chęć na zabawę. Włóczyłam się z konta w kont. Potem nadszedł czas odnowy przyrzeczeń chrzcielnych. Po tym jak ksiądz polał moją głowę wodą i dostałam tą małą buteleczkę i wróciłam na miejsce. Już jak stałam w kolejce widziałam tulącą się parę zakochanych. Zacisnęłam dłoń na buteleczce i prosiłam o pomoc. Uczucie ustąpiło, poczułam się lepiej, szczęśliwsza lżejsza. Co prawda nie znikło zupełnie, ale wydawało się dalsze, stało się czymś z czym dawałam sobie rade. Czas mi się zlał trochę więc dopowiem jeszcze że w międzyczasie znowu się popłakałam, ale zaznałam też ciekawego uczucia, jak by ktoś położył dłoń na moim lewym ramieniu. I nie wydawało się być wywołane siłą sugestia, bo nie znikało mimo potrząsanie ramieniem i wpatrywania się w to miejsce, ustąpiło na chwile jak dotknęłam ramienia by po kilku sekundach pojawić się znowu. " 


 

Dziękuje że dotrwaliście do końca :*

10 komentarzy:

  1. Jejku ... jak ty pięknie piszesz :)
    Naprawdę masz talent !

    Pozdrawiam Kami
    http://smiej-sie.blogspot.com/
    http://wszystkienaszemysli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę ci - to na pewno musiało być niezwykłe przeżycie - a ja nawet nie wiedziałam że jest coś takiego ;) pozdrawiam serdecznie ;)

    loveilivesiforever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo pierwszy raz słyszę o takim spotkaniu !! :D ciekawie :))
    // klikniesz na moim blogu w baner sheinside?

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie bym się wybrała na takie spotkanie <3
    śliczny blog :3
    zapraszam
    justsayhei.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią bym się wybrała, aczkolwiek ok. 6h drogi to a dużo. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. chciałabym w czyms takism uczestniczyc :P

    OdpowiedzUsuń
  7. byłam pare razy w Zwierzyńcu, ostatnim razem na lecie filmów :) to nie daleko bo jestem z Lublina , a nigdy nie słyszałam o takich spotkaniach :)

    OdpowiedzUsuń