niedziela, 13 grudnia 2015

Gildia magów Trudi Canavan

Recenzja



tłumaczenie
Agnieszka Fulińska


tytuł oryginału
The Black Magician Trilogy: The Magicians' Guild


data wydania




"Co roku magowie z Imardinu gromadzą się, by oczyścić ulice z włóczęgów, uliczników i żebraków. Mistrzowie magicznych dyscyplin są przekonani, że nikt nie zdoła im się przeciwstawić, ich tarcza ochronna nie jest jednak tak nieprzenikniona jak im się wydaje. Kiedy bowiem tłum bezdomnych opuszcza miasto, młoda dziewczyna, wściekła na traktowanie jej rodziny i przyjaciół, ciska w tarczę kamieniem - wkładając w cios całą swoją złość. Ku zaskoczeniu wszystkich świadków kamień przenika przez barierę i ogłusza jednego z magów. Coś takiego jest nie do pomyślenia. Oto spełnił się najgorszy sen Gildii: w mieście przebywa nieszkolona magiczka. Trzeba ją znaleźć - i to szybko, zanim jej moc wyrwie się spod kontroli, niszcząc zarówno ją, jak i miasto" 
 źródło opisu: Galeria Książki, 2007

źródło okładki: http://galeriaksiazki.pl/ 



Książka została mi polecona przez mojego przyjaciela, fana fantastyki. Ogólnie ostrzegł mnie że pierwsza seria nie jest najlepszą, ale warto od niej zacząć by wiedzieć o co chodzi, więc po roku zbierania się w sobie sięgnęłam po tą książkę. W wakacje tak samotnie leżała na półce w bibliotece, więc nie mogłam jej tak zostawić, prawda ? 

 "Zadziałało. Złamałam barierę, ale to jest niemożliwe, chyba, że ...
Chyba, że użyłam magii."

Śledzimy historię dziewczyny o imieniu Sonea, której udaje się odkryć to jaka jest niezwykła. Posiada magiczną moc, która co najciekawsze uwolniła się sam. Od małego wypadku, który macie powyżej opisany zaczyna się gra o przetrwanie, a raczej zabawa w kotka i myszkę. Sądzę, że miała to być emocjonująca rozgrywka, której zadaniem było budowanie napięcia. "Miało być", bo jak na mój gust autorce to się nie udało. Było to tak przeciągane i tak przewidywalne, że aż nudne. Może wątki tej nieufności ludzi ze slamsów do członków Gildii były jasne i na pewno nie pozbawione racji psychologicznej jednak ja od początku wiedziałam jak to się skończy i już czekałam tylko aż stanie się coś czego w mniejszym lub większym stopniu można się było spodziewać. Książka rozkręca się dopiero pod koniec i robi ładny podkład pod drugą część, która mówiąc między nami jest dużo lepsza. 
"Szkoda byłoby nie spróbować. podpowiedział jej głos z głębi umysłu, no i mogę się dowiedzieć czegoś użytecznego."

Oczywiście książka nie jest pozbawiona plusów, choćby całe te "podziemie". Jego struktura organizacja i cała tajemniczość, jest bardzo dobrze napisana i tylko dzięki niemu dało się przetrwać do lepszej części akcji. Mozna powiedziec ze jest to bardzo realistyczny opis, właśnie tak można sobie wyobrażać mafie, choć mogło by się wydawać, że złodziej mają zdecydowanie większy honor do niektórych spraw.
Innym plusem jest to mieszanie kilku spojrzeń na rzeczywistość, ludzi wysoko urodzonych, członków bogatych rodów w tym również ludzie należący do Gildii, a przedstawicieli slamsów, czyli niższej warstwy społecznej, którzy wszyscy mają głęboko gdzieś. To występuje od zawsze, nie zależnie od świata, ram czasowych, kraju, czy mentalności. I każda ze stron barykady sądzi, że ma sto procent racji w swoich poczynaniach i nie dostrzega sytuacji strony drugiej, więc te dyskusje miedzy Soneą i magiem były bardzo ciekawe. Tym bardziej, że ludzie mają sporą tendencje do generalizowania i tkwienia w błędnych racjach bo nie mają ochoty czegoś przemyśleć czy o kilka rzeczy przekonać się na własnej skórze byle tylko nie burzyć swojej idealnej wizji świata. A tu niestety (albo stety) to zderzenie dwóch światów zostało poniekąd wymuszone. I ta 

 "Wskazał na nią, a spojrzenia pozostałych podążyły za jego gestem. Kiedy unieśli ręce, poczuła paniczny strach. [..] Zakręciło jej się w głowie, kiedy kilka rozbłysków oświetliło znajdujące się przed nią twarze; krzyki rozdarły powietrze."

Jest tu jeszcze oczywiście poboczny miłosny wątek miłosny, który jest tak dziecinny i beznadziejny, że zdecydowanie można było go sobie odpuścić. Choć niby pasuje do wieku bohaterki to zostało tak spłycone, zdecydowanie osoby starsze nie powinny opisywać młodzieńczej miłości, bo już nie są w stanie jej zrozumieć. Zdecydowanie było to irytujące. Choć z drugiej strony moja niechęć może brać się z tego, że jestem nieco uprzedzona do tego typu wątków, ale to pozostawiam do waszej oceny. 

 "Obiecaj, że jeśli nas złapią, będziesz udawał, że mnie nie znasz. Powiedz, że tak zrobisz. Ja... nie zniosłabym myśli, że zabili cię przeze mnie".

Na koniec zostawiłam sobie tytułową Gildię magów. Ogólnie można ją scharakteryzować jak zawód lekarza, zamknięty i tylko dla ludzi ze specjalnym uzdolnieniem, którzy chcą poświęcić swoje życie pomocy innym. Oczywiście zawsze znajdą się ci, którzy będą to robić dla prestiżu, pieniędzy lub bo rodzice tak chcieli, ale to też nie odbiega od przytoczonego porównania. 
Sama struktura jest dobrze zrobiona. Trzy klasy czarodziejów oznaczających się kolorem szat, mistrzowie danych klas i Wielki mistrz który nad wszystkim czuwa. Wszystko funkcjonuję jak najbardziej poprawnie choć nie jest to jakoś wyjątkowo wymyślna hierarchia. Choć czasem to co najprostsze okazuje się najlepsze. Jedyny ból jaki mam to fakt że pracują pod zwierzchnictwem króla, który martwi się tylko o własny tyłek i nie może przecież pozwolić na to by czarodzieje zbyt się panoszyli. Oczywiście nuta polityczna też jest tu wgrana, czy słusznie ? O tym można się przekonać w następnych częściach. 

" ...czasem istotne jest, komu się narazisz."

Ja na razie się z wami żegnam i mam nadzieje że trafi się jaszcze kilka chwil bym mogła napisać coś ciekawego na stronach tego bloga. Zapraszam wszystkich zabłąkanych wędrowców do komentowania i wyrażania swojej opinii i wytykania błędów. 

 Lolli Beatrice



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz